„Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a”, Królikarnia
No co to była za wystawa! „Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a” w Królikarni oszałamiała ponad 200 rzeźbami, obrazami, fotografiami i tkaninami, a przede wszystkim przypominała polskie artystki, które na początku XX wieku robiły kariery w Paryżu, wystawiały na najważniejszych salonach i zdobywały medale, po czym w dużej mierze zniknęły z historii sztuki.
Spis treści
Może należało do Królikarni zabrać ze sobą jakieś maty-karimaty, żeby padając z zachwytu, nie potłuc sobie kości guzicznej. Wolę tę nazwę od kości ogonowej, przynajmniej nie czuję się jak kuzynka salamandry. Ja padłam przynajmniej pięć razy.

„Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a” była drugą wystawą z cyklu poświęconego polskim rzeźbiarkom. Pierwszą stanowiła ekspozycja „Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki XIX wieku” w Muzeum Narodowym w Warszawie, o której pisałam w 2023 roku.
Projekt pokazuje fascynujące powiązania między rzeźbą polską i francuską, ale robi też coś znacznie ważniejszego: przypomina artystki, o których kiedyś było naprawdę głośno. Na początku XX wieku kobiety miały w Polsce bardzo ograniczony dostęp do profesjonalnego kształcenia artystycznego. W Warszawie mogły studiować w Szkole Sztuk Pięknych od 1904 roku, w Krakowie dopiero od 1920. Nie to, że Warszawa znów była pierwsza, no ale jednak była.

Kierunek Paryż
Wcześniej pozostawały prywatne szkoły, pracownie artystów albo wyjazd za granicę. A więc kierunek Paryż, stolica sztuki i wszystkiego w czasach Belle Époque, a dla mnie właściwie w każdych czasach.
Jednym z najważniejszych nauczycieli był Antoine Bourdelle, wcześniej związany z pracownią Augusta Rodina, a później profesor Académie de la Grande Chaumière. Przez kilkadziesiąt lat przez jego zajęcia i pracownie przewinęło się blisko 500 uczennic i uczniów z całego świata. Wśród nich był chociażby Alberto Giacometti, a bardzo liczną grupę stanowili artyści i artystki z Polski.
Bourdelle był dla polskiego środowiska ważny również dlatego, że bardzo mocno wspierał sprawę polską. Pracował przez lata nad paryskim pomnikiem Adama Mickiewicza, odsłoniętym w 1929 roku na place de l’Alma, a później przeniesionym na cours Albert-Ier. Na wystawie można było zobaczyć fotografie Bourdelle’a obok pomnika oraz z jego odsłonięcia. Pomnika, nie Bourdelle’a – o takie zapędy ekshibicjonistyczne jednak bym go nie podejrzewała.
Wśród polskich artystek związanych z jego pracownią były m.in. Jadwiga Bohdanowicz, Janina Broniewska, Luna Drexler, Helena Głogowska, Maria Lednicka-Szczytt, Kazimiera Małaczyńska-Pajzderska, Olga Niewska, Mika Mickun i Zofia Trzcińska-Kamińska. Trafiła się też malarka Mela Muter, której twórczość przewijała się już na Wernisażerii przy okazji wystawy „Pionnières. Artistes d’un nouveau genre dans le Paris des années folles” oraz „MNW kolekcjonuje”.
I właśnie o tych kobietach opowiadała Królikarnia.
Polki nie robiły wyłącznie małych figurek i bibelotków, czyli – jak to ja mówię – łapaczy kurzu. Tworzyły imponujące pomniki-grzmoty, rzeźby parkowe i cmentarne, zgarniały nagrody i pokazywały swoje prace na najważniejszych wydarzeniach artystycznych. Zofia Trzcińska-Kamińska otrzymała złoty medal za posąg Bolesława Chrobrego pokazany w polskim pawilonie na Wystawie Paryskiej w 1937 roku. Maria Lednicka-Szczytt prezentowała swoje prace na Biennale w Wenecji. Słowem: robiły międzynarodowe kariery, a nie siedziały w kąciku pracowni Bourdelle’a i coś tam sobie dłubały w gipsiku.

Rzeźbiarki, które miały być pamiętane
W Królikarni można było zobaczyć pełen przekrój form i tematów: od realistycznego „Popiersia Józefa Piłsudskiego” Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej przez mocno odjechanego, ekspresyjnego „Proroka” Miki Mickun po szkliwioną „Kobietę podciągającą pończochę” Luny Amalii Drexler.
Z takich niespodzianek: byłam pod wrażeniem, ile pod względem faktury Helena Zielińska wyciągnęła z gipsu w „Popiersiu kobiety”. Aż chce się pomacać tę sukienkę.

Najbardziej zachwyciły mnie jednak – jak zwykle – rzeźby Miki Mickun, szczególnie „Kobieta z jabłkiem” z 1926 roku, być może przedstawiająca aktorkę Zofię Smoleńską. Uwielbiam art déco i rodzącą się wtedy estetykę szczupłych, wysportowanych kobiet z włosami na chłopczycę, wykreowaną przez najsłynniejszego – dziś powiedzielibyśmy – stylistę fryzur Francji, Antoine’a, czyli pochodzącego z Sieradza Antoniego Cierplikowskiego. Jak określiła go Marta Orzeszyna: „król fryzjerów – fryzjer królów”. Wszystkie sławne kobiety się u niego czesały, a jeśli się nie czesały, to nie były sławne.
Najlepsze jest to, że Mika Mickun sama była równie fascynująca jak jej prace. Zofia Nałkowska na początku 1902 roku zanotowała po spotkaniu z nią, że Mika przyszła w fenomenalnej białej koronkowej bluzce, niemal naga, bez gorsetu, ze świeżo umytymi włosami i wyglądała tak dobrze, że Nałkowska poczuła się przy niej „brzydką, pospolitą, ohydną”. I to wszystko bez oglądania Instagrama.
Mickun zrobiła dużą karierę również poza Francją. Pokazywała swoje prace w Stanach Zjednoczonych, m.in. w Nowym Jorku i San Francisco. Takie mieliśmy zdolne i znane rzeźbiarki, a dziś kto potrafi wymienić nazwisko Mickun? Po przeczytaniu tego tekstu się nie liczy.

W Królikarni było też mnóstwo fotografii przedstawiających artystki podczas pracy oraz starych zdjęć ich rzeźb. Na mnie szczególne wrażenie zrobiła fotografia gabloty z ceramiką Janiny Broniewskiej na Salonie Jesiennym w Paryżu z lat 1913–1914, ale pojawiały się również zdjęcia prywatne, choćby Broniewskiej z córką Jadwigą.
Bardzo podobała mi się też aranżacja. Królikarnia sama w sobie jest idealną przestrzenią dla rzeźby, a tutaj pojawiła się jeszcze sala-atelier, zaś większość pomieszczeń przypominała pracownię rzeźbiarską. Jeden z moich byłych chłopaków jest rzeźbiarzem, więc wiem, co mówię.
Wystawa „Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a” trwała w Królikarni od 9 maja do 26 października 2025 roku. Była kolejną świetną próbą przywrócenia historii sztuki kobiet, które w swoich czasach nie siedziały na marginesie, tylko robiły kariery, zdobywały nagrody i wystawiały na świecie. To później historia sztuki zrobiła im miejsce gdzieś z boku.

Najważniejsze informacje o wystawie „Kierunek Paryż”
Gdzie: Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, Warszawa
Kiedy: 9 maja – 26 października 2025
Charakter wystawy: druga odsłona cyklu poświęconego polskim rzeźbiarkom
Tematyka: polskie artystki kształcące się w Paryżu, pracownia Antoine’a Bourdelle’a, rzeźba polska początku XX wieku
Artystki: m.in. Mika Mickun, Luna Drexler, Zofia Trzcińska-Kamińska, Olga Niewska, Maria Lednicka-Szczytt, Janina Broniewska i Mela Muter
Kuratorka: Ewa Ziembińska; współpraca kuratorska: Alicja Gzowska
Najczęstsze pytania o wystawę „Kierunek Paryż”
Czego dotyczyła wystawa „Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a”?
Polskich artystek, które na początku XX wieku wyjeżdżały do Paryża i kształciły się m.in. w pracowni Antoine’a Bourdelle’a.
Kim był Antoine Bourdelle?
Francuskim rzeźbiarzem i jednym z najważniejszych pedagogów rzeźby początku XX wieku. Uczył w Académie de la Grande Chaumière i wykształcił setki artystów z wielu krajów.
Dlaczego polskie artystki wyjeżdżały do Paryża?
Ponieważ dostęp kobiet do profesjonalnego kształcenia artystycznego w Polsce był długo ograniczony. Paryż oferował prywatne akademie, pracownie oraz kontakt z międzynarodowym środowiskiem sztuki.
Jakie polskie rzeźbiarki pokazano na wystawie?
M.in. Mikę Mickun, Lunę Drexler, Zofię Trzcińską-Kamińską, Olgę Niewską, Marię Lednicką-Szczytt, Janinę Broniewską i Kazimierę Małaczyńską-Pajzderską.
Czy „Kierunek Paryż” jest kontynuacją wystawy „Bez gorsetu”?
Tak. To druga odsłona cyklu Królikarni i Muzeum Narodowego w Warszawie poświęconego polskim rzeźbiarkom.
Czy wystawa „Kierunek Paryż” nadal trwa?
Nie. Zakończyła się 26 października 2025 roku.

