Strona główna Felietony wernisażowe Wystawa „Tamara Łempicka – kobieta w podróży”, Muzeum Narodowe w Lublinie

Wystawa „Tamara Łempicka – kobieta w podróży”, Muzeum Narodowe w Lublinie

Wernisażeria
6 komentarzy
Wernisażeria Tamara Łempicka, Dziewczyna w zielonej sukience

Wystawa „Tamara Łempicka – kobieta w podróży”, Muzeum Narodowe w Lublinie.

To nie o Łempickiej Max Factor powiedział: „Nie rodzisz się glamour, glamour to coś, co kreujesz”, ale możliwe, że by to zrobił, gdyby nie umarł przed jej przybyciem do Nowego Jorku. Ja z kolei jestem kobietą po podróży na fantastyczną wystawę „Tamara Łempicka – kobieta w podróży” w Muzeum Narodowym w Lublinie. Od manieryzmu do bigosu, od tubizmu do drobiu ze stacją pośrednią w Moulin Rouge.

Pierwszą w Polsce retrospektywę Łempickiej otworzono 18 marca, w dniu 42. rocznicy śmierci artystki. Wystawa jest organizowana przez Muzeum Narodowe w Lublinie, którego Mecenasem jest Grupa PGE, oraz przez Villa La Fleur we współpracy z Tamara de Lempicka Estate. Kurator Muzeum Narodowego w Lublinie: Łukasz Wiącek; kurator Villa la Fleur: Artur Winiarski.

Na miejscu zgromadzono 60 prac Łempickiej: 15 rysunków, 3 grafiki oraz 42 obrazy olejne, w tym hiciory takie jak „Młoda dziewczyna w zielonej sukience”, „Portret Tadeusza Łempickiego”, „Saint Moritz”,  „Kizette na balkonie”, „Kizette w różowej sukience” czy „Autoportret w zielonym Bugatti”.

Warszawa – Meksyk. Podróż z 60 przystankami

Mimo że na wystawie „Tamara Łempicka – kobieta w podróży” brakuje obrazów-aktów (m.in. „Adama i Ewy” czy „Portretu Suzy Solidor” aktualnie gwiazdorzącego na wystawie „Pionnières. Artistes d’un nouveau genre dans le Paris des années folles” w Musée du Luxembourg w Paryżu), i tak jest pełen przegląd twórczości i możliwości Łempickiej: pejzaże, mrowie a mrowie portretów, kapitalnych szkiców, rysunków oraz martwych natur. Naprawdę jest co oglądać.

Tamara Łempicka, Saint Moritz
Tamara Łempicka, Saint Moritz

Ekspozycja składa się z kilkunastu części: Narodziny awangardy, Projektant artysta i jego dzieło, Galeria martwych natur, Paris le jour, Paris le nuit, Pracownia na poddaszu, Pracownia braci Martelów, Pracownia atelier, Galeria portretów, Galeria portretów inspirowanych, La garçonne i femme fatale, W stronę południa. La dolce vita, W stronę południa. Orient, W stronę południa. Maroko, Statkiem przez ocean, Ostatnie podróże.

Prawie każda z części składa się z prac Tamary, powiązanych z nimi obrazów albo rzeźb innych artystów (bo przecież Łempicka nie żyła ani na bezludnej wyspie, ani na Księżycu, ani na bezludnej wyspie na Księżycu, tylko w najbardziej tętniącym sztuką mieście na świecie), eksponatów pasujących tematycznie oraz powiększonych zdjęć wnętrz, z których „przeciągnięto” meble do sali w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Tamara-Lempicka-Hindus-w-turbanie.j
Tamara Łempicka, Hindus w turbanie. W stronę południa, a właściwie wschodu

Świat Tamary Łempickiej

W myślach cały czas tę wystawę nazywam „Świat Tamary Łempickiej”, ale świat w podwójnym znaczeniu. Z jednej strony świat jako wszystko, co otaczało artystkę zarówno metaforycznie, jak i dosłownie. Metaforyczny świat to otaczający Łempicką świat idei: ówczesne tendencje w sztuce, kierunki, stąd na ekspozycji tyle prac innych artystów, m.in. Alicji Halickiej, Mojżesza Kislinga czy braci Martel. Ten świat najbardziej widać w Narodzinach awangardy, części otwierającej wystawę, która pozwala porównać twórczość Łempickiej z tym, co w tym czasie robili jej koledzy.

Alicja Halicka, Martwa natura z gitarą i kompotierą
Alicja Halicka, Martwa natura z gitarą i kompotierą

Z kolei dosłowny świat to otaczający Łempicką świat fizyczny: wnętrza kawiarni, mieszkań, pracowni z rzeczami tworzącymi świat Łempickiej czyli meblami, ubraniami, farbami itd., całym tym inwentarzem. Dosłowny świat, fizycznie otaczający Łempicką, jest najbardziej widoczny w kolejnych częściach wystawy Paris le jour i Paris le nuit, a także w Pracowni braci Martelów oraz Pracownia atelier.  

Fizyczny świat Tamary Łempickiej to również ubrania i dodatki, czyli – oprócz miejsc, w których bywała – drugi bardzo ważny obszar jej kreacji. W „modowej” części wystawy część Garçonne i femme fatale znajdują się okładki „Vogue’a” czy „Bluszczu”, sąsiadują z nimi obraz z perłą (ale bez dziewczyny) Łempickiej, piękna toaletka i obraz Ludomira Ślendzińskiego „Portret artystki Danuty Wyrwicz-Wichrowskiej”.

Ludomir Slendzinski Portret artystki Danuty Wyrwicz Wichrowskiej
Ludomir Ślendziński, Portret artystki Danuty Wyrwicz-Wichrowskiej

Wyrwicz-Wichrowska siedzi przy toaletce, a na nogach ma buty podobne do pantofelków Łempickiej eksponowanych w stojącej na wystawie gablocie. W gablocie znajdują się również przepiękne torebki wieczorowe, wachlarze i nakrycia głowy, w tym jedno podobne do kapelusza, który na wiszącym tuz obok obrazie Maurycego Mędrzyckiego nosi… Kiki de Montparnasse. Tak to na tej wystawie fajnie wszystko się łączy i zapętla.

Maurycy-Medrzycki-Kiki-de-Montparnasse
Maurycy Mędrzycki, Kiki de Montparnasse

A z drugiej strony świat jako Ziemia, świat jako miejsca, w których przebywała Łempicka, trochę tych miejsc było: od Rosji przez Francję, Włochy, Maroko po Stany Zjednoczone i na samym końcu Meksyk. A wszystko zaczęło się w Warszawie.

Pierwsze narodziny gwiazdy. Warszawa

Tamara Łempicka przyszła na świat w 1898 r. (raczej) w Warszawie (również raczej) jako Tamara Rozalia Gurwik-Górska ( nie raczej, tylko na pewno). Mimo rozbieżności na temat miejsca urodzenia (Moskwa czy Warszawa), artystka z dumą podawała Warszawę; o roku aż tak nie trąbiła. Zazwyczaj wymieniała 1902 rok, ale 1898 – widniejący w dokumencie wystawionym po jej śmierci – jest bardziej realny, skoro Adrianna, jej młodsza siostra urodziła się 1899 roku, Tamara nie mogła urodzić się trzy lata później. Zresztą wbrew ludowemu przysłowiu kobieta nie jest jak wino i jej rocznik nie musi być powszechnie znany.

Łempicka pochodziła z zamożnej polsko-rosyjskiej rodziny. Dzieciństwo spędziła w Moskwie wychowywana przez matkę Malwinę i lubiących sztukę dziadków: Klementynę (z domu Bauman) i Bernarda Deklerów. Nie wiadomo, co się stało z ojcem Borysem Gurwik-Górskim, ponieważ córka całkowicie wymazała jego postać z życiorysu. Nie jego jednego.

Tamara nie rozwodziła się na tym etapem życia, bo nie za bardzo pasował jej do biografii. Jak to ja mówię: nikt za ciebie na napiszę autobiografii, trzeba ją więc tworzyć za życia, bo potem nie wiadomo, kto się do niej dorwie i co za głupoty powypisuje, nie daj Boże jeszcze prawdę. Łempicka twardo kreowała się na arystokratkę, całkowicie ignorując swoje żydowskie korzenie oraz fakt, że wywodziła się z rodziny urzędniczo-kupieckiej.

Portret Tamary Łempickiej w woalce, fot. Joffe
Portret Tamary Łempickiej w woalce, fot. Joffe

Drugie narodziny gwiazdy. Petersburg

Natomiast o wiele chętniej mówiłam o dalszym etapie życia. Po śmierci babci Klementyny Tamara w 1912 r. zamieszkała w Petersburgu z siostrą matki Stefanią i jej mężem Maurycym Stifterem, który kierował filią francuskiego banku, i w końcu zaczęła obracać się w swoich wymarzonych kręgach. Najbliższe lata zajęta była imprezami, wyjściami do opery, wyjściami teatru, wyjściami do wyjść oraz znów imprezami i na jednej z takich imprez, balu kostiumowym, Tamarę-jeszcze-nie-Łempicką strzelił piorun: poznała przystojnego prawnika Tadeusza Łempickiego, największe cudo w mieście, i to cudo z rodowodem. Tamara-jeszcze-nie-Łempicka długo Nie-Łempicką nie pobyła, bo w 1916 r. wyszła za mąż za Tadeusza-zawsze-Łempickiego.

Nie wiadomo, czy poznała go podczas baletu i to on ją zaprosił na bal, czy też poznała go dopiero na tym balu albo może w ogóle gdzieś indziej dzięki swojej przyjaciółce rzeźbiarce Maryli Lednickiej, której ojciec był znanym politykiem i filantropem i w jego domu zbierała się cała Moskwa? Aleksander Lednicki był szychą w Radzie Adwokackiej, więc bardzo prawdopodobne, że to w tym środowisku Łempicka-jeszcze-nie-Łempicka poznała Tadeusza.

Dziewczyna, świadoma swoje urody gatunku „radiowej”, wiedziała, że z petersburskimi pięknościami nie ma szans na przyciągnięcie uwagi Tadeusza, postanowiła przyćmić je w inny sposób: drobiem. Przebrała się za gęsiarkę i wparowała na bal w asyście… gęsi. Przypomina mi to historię Królowej Montmartre, La Goulue, która kiedyś wkroczyła do Moulin Rouge z kozłem na smyczy, drąc się na cały kabaret „Voilà mon mââââle” [Oto mój męęęęężczyzna!]. Był to protest przeciwko szowinistycznemu artykułowi 213 Kodeksu Cywilnego, zgodnie z którym kobieta musi być posłuszna mężowi i nie może sama chadzać do miejsc publicznych. Więc La Goulue weszła w towarzystwie prowadzonego na smyczy „mężczyzny”. Nie ma jak związek transgatunkowy.

Tamara Łempicka, Matka przełożona
Tamara Łempicka, Matka przełożona. Obraz bez związku z kozą, ale gdzieś go musiałam upchnąć

Trzecie narodziny gwiazdy. Awans społeczny

W każdym razie Łempicki załatwiony przez Tamarę na gęgająco oświadczył się jej i po ślubie wprowadzili się do pięknego apartamentu w centrum Petersburga. Tymczasem w 1917 r. zaczęło robić się gorąco, Łempiccy starali się tym nie przejmować, dalej imprezowali, wierząc, że Mikołaj II uratuje sytuacje. Wybuchła rewolucja i car nie tylko nie uratował sytuacji, ale i własnej głowy – rozstrzelano rodzinę Romanowów. Wtedy zrobiło się naprawdę bardzo nieprzyjemnie. Niebawem Tadeusz został zatrzymany przez czekistów i oskarżony o działalność antybolszewicką. Wtedy zrobiło się bardzo, bardzo, nieprzyjemnie.

Deklerowie schronili się w Kopenhadze i kazali wnuczce natychmiast uciekać z Rosji. Romantyczna gęsiareczka nie wyobrażała sobie, że wyjedzie bez męża i szukała go po więzieniach. Podobno w uwolnieniu Tadeusza pomógł jej konsul szwedzki, który w ramach barteru zażyczył sobie kilku nocy z Łempicką. Równie dobrze mógł jej pomóc Lednicki (bez barteru), który w ramach Komisji Likwidacyjnej do spraw Królestwa Polskiego od 1917 r. wyrabiał dokumenty niezbędne do opuszczenia Rosji. .

Tak czy inaczej Tamarze udało się zwiać statkiem do Finlandii, a potem dalej, do Danii, gdzie czekała na nią rodzina. Po kilku tygodniach dołączył Tadeusz, a w 1918 r. trójka Łempickich (z urodzoną w 1916 r. córką Marią Krystyną, zwana Kizette), śladem Deklerów wyruszyła do Paryża.

Od tego momentu zaczyna się wystawa w Muzeum Narodowym w Lublinie – od narodzin Łempickiej-artystki.

Tamara Łempicka, Pomarańczowy turban
Tamara Łempicka, Pomarańczowy turban. Prawie jak dziewczyna z perłą bez perły

Awangarda na emeryturze i „powrót do porządku”

Pierwsza część wystawy nazywa się Narodziny awangardy, ale prawda jest taka, że Łempiccy przybyli do Paryża, gdy awangarda zdążyła się zestarzeć. Krzykliwe eksperymenty, wrzeszczący ekspresjonizm, ekspansywny kubizm i jaskrawy fowizm przeszły już etap zbuntowanych nastolatków, radykalna awangarda nikogo już nie szokowała, a po chaosie i koszmarze wojny światowej zwanej wówczas Wielką Wojną wszyscy potrzebowali czegoś spokojniejszego, chociaż trochę przywracający poczucie ładu i harmonii. Upadł stary porządek, potrzebny był nowy, stąd furorę robiła idea Jeana Costeau „le rappel à l’ordre” [powrót do porządku]: odrzucenie skrajnie awangardowych form sztuki i przyjęcie bardziej wyciszających, klasycznych. Mniej krzyku, więcej spokoju.

Dlatego wielu artystów, którzy wcześniej byli pionierami awangardy, obecnie ze wzgardą fukało na swoje wcześniejszych pomysły. Georges Braque i Pablo Picasso, ojcowie kubizmu, porzucili go na rzecz bardziej tradycyjnych stylów. Picasso już na początku lat 20. wkroczył w fazę neoklasyczną, Braque malował ugrzecznioną martwą naturę i obrazy przedstawiające sylwetki, które, choć miały pewne cechy kubistyczne, były nudnawe i czytelne jak znak stopu, eksfowista André Derain podryfował w stronę pożądanych wówczas różnych odmian realizmu i tak dalej.

Najbardziej skompromitowany został futuryzm: po I wojnie światowej ze swoim z kultem maszyny i zachwytem nad przemocą nie był tym, co tygrysy i artyści lubili najbardziej, zdecydowanie nie.

Tamara Łempicka, Wenecja w deszczu
Tamara Łempicka, Wenecja w deszczu

Paryż. Narodziny Łempickiej-artystki

Tamara Łempicka od małego rysowała i malowała, jeździła z babcią po Rzymie, Florencji i Wenecji, Klementyna zwracała jej uwagę na światłocień, kompozycję i inne elementy renesansowych obrazów, jednak dopiero kilkanaście lat później, w Paryżu, za namową siostry Adrianny, Tamara postanowiła zająć się tym na poważnie.

Tym bardziej, że po wylądowaniu w Paryżu sytuacja Łempickich – jak wszystkich zubożałych emigrantów –  była fatalna. Dzięki sprzedaży szmaragdowego pierścionka Tamary mogli mieszkać przez kilka miesięcy w pokoju hotelowym bez łazienki. Przyzwyczajona do luksusów przyszła gwiazda art déco postanowiła, że zrobi wszystko, żeby żyć na takim poziomie jak kiedyś. A żeby to zrobić, musi zacząć zarabiać, szczególnie, że na tego obiboka i bawidamka, swojego męża, podobno nie miała co liczyć.

„Podobno”, bo wbrew kreowaniu przez Tamarę na lenia i ciamajdę, w rzeczywistości Tadeusz pracował w banku w Paryżu jako radca prawny, a poza tym w kręgach arystokracji zajmował się sprzedażą rodowych precjozów, o czym świadczy chociażby wzmianka w katalogu londyńskiej aukcji Puttick & Simpson z listopada 1924 r. o gobelinach „z kolekcji pana T. Łempickiego z Paryża”. Tak że tego.

W tym samym roku, w którym ukazał się ów katalog, Adrianna Górka ukończyła École Spéciale d’Architecture pod kierunkiem Roberta Malleta-Stevensa i tym samym została jedną z pierwszych dyplomowanych architektek. Być może to właśnie chęć dorównania siostrze pchnęła Tamarę do podjęcia nauki w Academie Ranson, a nie nieudacznictwo Tadeusza. Niezależnie od tego, czy powodem była realna potrzeba zarabiania, ambicja czy pasja – na szczęście dla nas – Tamara zajęła się malarstwem.

Tamara Łempicka, Graziella
Tamara Łempicka, Graziella. Idealne imię modelki Carpaccia

Autorytety Tamary Łempickiej: Lothe, Léger i Carpaccio

Tamara Łempicka chodziła na lekcje do Maurice’a Denisa z Academie Ranson oraz do André Lothego z Académie de la Grande Chaumière, w której jednym polskim nauczycielem był, a właściwie była.. Olga Boznańska! I Denis, i Lhote wywarli wpływ na Łempicką: od Denisa zaczerpnęła „powrót do porządku” i czytelność kompozycji, a od Lhotego geometryzację form i dekoracyjność przedstawienia. Bo Lhote wykształcił własny styl – kubizm syntetyczny łączący klasycyzm z modernizmem, tradycję malarską z nowoczesnością formy.

W pierwszej części wystawy „Tamara Łempicka – kobieta w podróży – Narodziny awangardy – znajduje się Lhotego „Portret Mousse Bissière”, żony Rogera Bissièrego z kręgu École de Paris i nauczyciela w Académie Ranson. Lhote to jedyny artysta, którego Łempicka mogła uznać za mentora, bo to on jej pokazał, w jaki sposób sztuka współczesna może przetwarzać środki wyrazu oraz kompozycje dawnych mistrzów.

Tamara nie przyznawała się do autorytetów i źródeł inspiracji, wołała kreować się na indywidualistkę żyjącą poza czasem i przestrzenią, dla której historia sztuki zaczynała się w dniu jej przyjścia na świat. Prywatnie mogła zachwycać się Botticellim, ale pytana o swojego ulubionego włoskiego malarza odpowiadała: „Carpaccio”. Ja bym wymieniła jeszcze słynnego włoskiego kubistę Pesto Calzone albo poetkę-futurystkę z Mediolanu Pana Cottę.

André Lhote, Portert Mousse Bissière
André Lhote, Portert Mousse Bissière

Łempicka do kubizmu syntetycznego Lhotego dorzuciła Fernanda Légera z jego kubizmem-tubizmem i teorią kontrastu form: jaskrawym zestawianiem ze sobą różnych płaszczyzn i brył – walców, stożków, tub czy sześcianów. Wszystko wymieszała i stworzyła coś niepowtarzalnego: styl Tamary Łempickiej.

Fernand Léger, Kontrast form
Fernand Léger, Kontrast form (fot. Wikipedia)

W kręgu inspiracji i adoracji. Formy i normy

Pierwsza część wystawy pozwala zorientować się, jak się tworzyło w momencie, kiedy Tamara tworzyć zaczęła. I tak, przykładowo, nawiązujący do polskich Formistów obraz Łempickiej z 1922 r. „Macierzyństwo” sąsiaduje z „Macierzyństwem” Pabla Gargalla rzeźbą z brązu z  tego samego roku. Nieopodal znajduje się „Akt kobiecy” Leona Chwistka, jednego z Formistów, który podczas swojego pobytu w Paryżu w latach 1913-1914 zachwycił się francuskim kubizmem.

Leon Chwistek, Akt kobiecy
Leon Chwistek, Akt kobiecy

Z kolei szkic „Siedząca kobieta, kubistyczna” Tamary jest bliski pochodzącemu z tego okresu aktowi Alexandra Archipenka oraz jego gipsowej rzeźbie „Kobiety czeszącej włosy”, co prawda stworzonej już po wojnie, ale w duchu lat 20.

Naprzeciwko części wystawy zwanej Narodziny awangardy mieści się Galeria martwych natur.  Łempicka przez całą karierę chętnie malowała martwe natury, co mocno podkreśla jej sympatię do tradycyjnych motywów, ale unowocześnionych i zgeometryzowanych. W Polskich zbiorach muzealnych są tylko dwa obrazy artystki: „Znużenie. Kobieta siedząca na krześle” (Muzeum Narodowe w Warszawie) oraz właśnie jedna z martwych natur (Muzeum Mazowieckim w Płocku), niestety nieprezentowana w Lublinie.

Martwe natury oraz akty jak żywe

Na wystawie Łempickiej martwe natury z lat 40. i młodsze (z lat 20. jest tylko jedna, „Bukiet fiołków”) zestawiono z namalowanymi w dwudziestoleciu obrazami innych artystów. Wśród nich znaleźli się Polacy: kubista Henryk Hayden („Martwa natura kubistyczna”) i Alicja Halicka („Martwa natura z gitarą i kompotierą”), prawdopodobnie pierwsza kobieta-kubistka, oraz „formizujacy” Stanisław Zalewski („Martwa natura IV”). Wątpiący w warsztat Łempickiej niech lepiej przyjrzą się winogronom z „Pucharu owoców” z 1949 r. Jakby Caravaggio zainstalował przy nich swojego Bachusa, z miejsca nieboraczek by ozdrowiał.

Tamara Łempicka, Puchar owoców
Tamara Łempicka, Puchar owoców

A jeszcze bardziej wątpiący niech przejdą od razu do części Pracownia na poddaszu w myślach nazywanej przeze mnie „szkicownikiem”, bo tu prezentowane są Łempickiej szkice ołówkiem albo węglem. Wśród nich znajdują się nie tylko akty, studia do obrazów „Zuzanna kąpiąca się” i „Holenderska dziewczyna”, ale i rysunki tak zaskakujących rzeczy jak na przykład… goździk. Co prawda znany jako „malarz ptaków” Duńczyk Alhed Larsen do czasu goździka Łempickiej zdążył namalować mnóstwo obrazów z goździkami (bez ptaków, jak na „malarza ptaków” przystało), ale u niego z goździkami, jak i z innym kwiatami, zawsze coś się dzieje: goździki stoją w wazonie, rosną w plenerze, są jakieś aktywne. Tymczasem u Tamary samotny goździk tkwi w próżni. Widocznie nawet wśród goździków są introwertycy.

Tamara Łempicka, Akt leżący II
Tamara Łempicka, Akt leżący II

Swoją drogą jak będziecie kiedyś chcieli, to mogę napisać coś więcej o Larsenie i pozostałych malarzach z artystycznej kolonii Fynboerne. O innej duńskiej grupie, Malarzach ze Skagen, pisałam już przy okazji wystawy Pedera Severina Krøyera „L’heure bleue” w Musée Marmottan Monet w Paryżu.

Narodziny art déco. Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa

Z kolei przy okazji felietonu o polskiej szkole plakatu pisałam, że żaden nurt nie doczekał się tylu nazw co art déco: modern style, ultramodern style (brakuje jeszcze extremely ultramodern turbo style), styl Poiret (od Paula Poireta, tego, który zdjął kobietom gorset, a założył turban), a nawet styl Chanel ( od Coco, tej, która wygryzła Poireta), styl lat 20., zig-zag moderne oraz styl 1925.

Ostatnia nazwa jest w pełni zrozumiała, ponieważ art déco, jako elegancka i uporządkowana alternatywa dla kwiecistej, rozbuchanej i nieco neurotycznej secesji, została zaprezentowany właśnie w 1925 r. w Paryżu na Exposition Internationale des Arts Décoratifs et Industriels Moderne [Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa]. Stąd nazwa art déco pochodzi od Art(s) Décoratif(s) i znaczy sztuka dekoracyjna (w znaczeniu dekorowania wnętrz, wystroju, a nie zdobienia, dekoracji).

Polski-pawilon-Miedzynarodowa-Wystawa-Sztuki-Dekoracyjnej-i-Wzornictwa-Paryz-1925
Polski pawilon, Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa. Rzeźba „Rytm Henryka Kuny, krata Włady­sła­wa Gostyń­skie­go i sgraf­fi­to Wojcie­cha Jastrzę­bow­skie­go (fot. gla.ac.uk)

Na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa Pawilon polski zrobił furorę – zgarnęliśmy 184 wyróżnienia i 35 nagród Grand Prix – i zajęliśmy pierwsze miejsce wśród 23 krajów biorących udział w wystawie. Sama Zofia Stryjeńska otrzymała 4 nagrody Grand Prix, a kilka różnych nagród Henryk Kuna za „Rytm”. Jego syntetyczna postać nagiej kobiety w stylu trochę rzeźba klasyczna, trochę kubizm, z udrapowaną dekoracyjnie tkaniną stanowi idealny przykład sztuki art déco: tradycja + nowoczesność w jednym. Brzmi to jak slogan reklamowy systemu termoizolacyjnych płyt klinkierowych, a to tylko art déco.

Dekoracyjne portrety

Na wystawie „Tamara Łempicka – kobieta w podróży” w Muzeum Narodowym w Lublinie stoją krzesło i stół projektu Stefana Sienickiego, profesora Politechniki Warszawskie, który w latach 30. XX w. w designie – tak jak Łempicka w malarstwie – łączył klasyczne i znane pomysły z awangardowymi formami, dzięki czemu temu wygrywał mnóstwo konkursów. I Łempicka też „wygrywała”, podbijając Paryż – a potem nie tylko Paryż – swoimi dekoracyjnymi portretami i aktami. Tak długo czyściła ze zbędnych elementów twarze, aż zaczynały wyglądać na równie gładkie i nieskazitelne jak karoseria Bugatti.

Tamara Łempicka, Autoportret w zielonym Bugatti
Tamara Łempicka, Autoportret w zielonym Bugatti

Mówiła: „malowałam królów i prostytutki. Nie maluję ludzi, bo są sławni. Maluję tych, którzy mnie inspirują i wprawiają w wibracje”. To prawda, że wśród jej obrazów znajdują się portrety bezimiennych modeli (m.in. „Chińczyk”, „Postać kobiety”, „Starzec”, „Żebrak z mandoliną”, cała trójca jest obecna w Muzeum Narodowym w Lublinie ), jednak sławę (oraz pieniądze) zapewniło jej przede wszystkim uwiecznianie znanych (oraz bogatych) osób, niezależenie od tego, czy pochodziły z arystokracji (np. „Księżna de la Salle”, „Markiz d’Affito”), były naukowcami („Doktor Boucard”) czy pisarzami („André Gide”, który na tym obrazie wygląda trochę jak Louis de Funès).

Portrety Łempickiej w swoim monumentalizmie są  zimne jak chłodnik z jajem i wyniosłe jak grecki posąg, a jednocześnie eleganckie i zmysłowe. Tamara w najlepsze łączy przeciwieństwa, geometryzująca forma kontrastuje z tradycyjnymi rozwiązaniami z renesansu i manieryzmu, na przykład jej sposób malowania tkanin przypomina Jacopa Pontorma. Szczególnie widać to na „Pierwszej komunii” Łempickiej, na której białe giezło z przyległościami stanowi 80% kompozycji. Ale podobieństwo w „zachowaniu się” materiału można dostrzec też m.in. w pofałdowaniu sukienki Kizette albo szalika  z „Autoportretu w zielonym Bugatti”, do którego pozowała Adrianna, nie Tamara; Bugatti nie było zielone, tylko żółte, a w ogóle to nie było Bugatti, tylko Renault, materiał „zmarszczył” Pontorma, nie Łempicka, ale poza tym wszystko się zgadza.

Łempicka między kubizm i manieryzm upychała jeszcze klasyczną figurę serpentinatę, poskręcaną jak ręcznik po jodze sylwetkę wypełniającą szczelnie cały obraz, najlepiej jeszcze na tle jakichś dziwnych, ale już modernistycznych, wieżowców rodem z Gotham City, w całej tej imprezie tylko znaku Batmana.

Années folles, czyli A Little Party Never Killed Nobody 

Nic dziwnego, że jej precyzyjne i dopieszczone wizualnie atrakcyjne obrazy bardzo się podobały. Tamara od 1923 r. wystawiała na Salonie Jesiennymi i na Salonie Niezależnych. Intensywnie pracowała, doskonaląc technikę i wypracowując własny styl bo, jak mówiła: „Nie ma cudów. Jest tylko to, co zrobisz”. Słusznie mówiła. Felieton, który właśnie czytacie, też sam się nie napisał.

W owych czasach w ogóle wszystko robiono intensywnie albo wcale, w końcu był to okres Années folles [Szalone lata] zwanych tez „Roaring Twenties” [Ryczące lata dwudzieste]. Obrazy prezentowane na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie w częściach w Paris le jour i Paris le nuit pozwalają wyobrazić sobie ówczesny szalony i ryczący Paryża za dnia dzięki pracom takim jak np. Henriego Haydena „Widok na skrzyżowanie Vavin” (obecnie Plac Picassa), Ireny Łuczyńskiej-Szymanowskiej „W kawiarni” czy Janusza Maria Brzeskiego „Paryż – w barze” oraz obraz Paryż nocą dzięki Teresy Roszkowskiej „W kawiarni”, André Salmona „Portretowi rodzinnemu na tarasie kawiarni Le Dôme” (a „rodzina” to m.in. Pablo Picasso, Mojżesz Kisling i Chaim Soutine), ale przede wszystkim dzięki Mojżeszowi Kislingowi.

Irena Łuczyńska-Szymanowska, W kawiarni
Irena Łuczyńska-Szymanowska, W kawiarni

Przy okazji wystawy „Chagall, Modigliani, Soutine… Paris pour école, 1905-1940″ w Musée d’art et d’histoire du Judaïsme w Paryżu pisałam o Années folles, o latach euforycznych, latach chaotycznych. To wówczas pojawiają się jazz, radio, filmy z dźwiękiem. Dosłownie robi się głośno i rycząco. Années folles to nie tylko nazwy konkretnego okresu, dekady od końca I wojny światowej do wielkiego kryzysu w 1929 r., Années folles to stan umysłu. Jazgot, ruch i entuzjazm stają się sposobem na życie, również na Montparnassie.

Mojżesz Kissling, Czasy heroiczne (La Rotonde)
Mojżesz Kissling, Czasy heroiczne (La Rotonde)

Kisling idealnie oddał klimat gorączki sobotniej (oraz niedzielnej, poniedziałkowej, wtorkowej, środowej, czwartkowej i piątkowej) nocy w Café de la Rotonde (w której rzeźbiarz August Zamoyski razem z Kislingiem i Chagallem kręcił filmy), Le Dôme and La couple, sąsiadujących ze sobą trzech hot-miejscówkach, które do dziś sąsiadują ze sobą i spokojnie można je obskoczyć podczas jednego wieczoru. Albo godziny, jak ktoś się uprze. Teraz nie ma wymówki, ale sto lat temu trzeba było odreagować lata wojny, strachu i śmierci, pracowało się więc, piło, paliło i imprezowało na całego.

Dla męża Tamary chyba nawet za bardzo.

Bez obrączki nie ma rączki

Już pierwsza międzynarodowa wystawa Łempickiej w Galleria Bottega di Poesia w 1925 r. okazała się sukcesem i od tej chwili jej życie zawodowe układało się elegancko jak tkaniny u Pontorma, w przeciwieństwie do prywatnego – Tadeusz postanowił się rozejść. Już od dłuższego czasu miał Tamarze za złe romanse i zerowe zajmowanie się rodziną, niektórzy znajomi malarki nawet nie wiedzieli, że ma córkę: „najważniejsze dla Ciebie jest Twoje malarstwo, Tamaro, następni ci, na których robisz wrażenie, a dopiero, gdy coś z twojej miłości zostanie, tymi resztkami obdzielasz nas. Nie obchodzi cię własna córka”. W takiej sytuacji trudno jest w ogóle mówić o związku.

Toteż w 1927 r. po krótkim pobycie w Polsce Tadeusz oznajmił żonie, że ma romans z Ireną Spiess, córką bogatego fabrykanta, przyjaciółką m.in. Anny Iwaszkiewicz. Tamara próbowała odzyskać męża, ale nic z tych prób nie wyszło, bo Tadeusz ożenił się z Ireną. Żeby odreagować, Łempicka namalowała portret „Niedokończony mężczyzna”, który faktycznie jest niedokończony – z premedytacją nie namalowała dłoni byłego męża, na której powinna znajdować się… obrączka. Bez obrączki nie ma rączki.

Ale życie jak walec z obrazów Légera toczy się dalej, Tamara odnosi jeden sukces za drugim – w 1929 r. zadzwonił do niej amerykański milioner Rufus Bush i zamówił porter narzeczonej . Malarka wsiadła na pokład liniowca „Paris” i popłynęła do Nowego Jorku, do Paryża wróciła dopiero po 5 miesiącach.

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie znajdują się portrety obojga małżonków Bush. Zwróćcie uwagę na modernistyczne drapacze chmur za plecami pani Bush, Łempicka była nimi zachwycona, Nowym Jorkiem też była zachwycona. Zachłysnęła się USA jako krajem nieskończonych możliwości, jak na ironię, bo za niecałe dwie dekady okaże się, że właśnie w tym miejscu kariera Łempickiej się skończy. Nie ma innej możliwości.

Tamara Łempicka, Portret panii Bush
Tamara Łempicka, Szkic do portretu pani Bush

Życie to sztuka. Sztuka to życie. Atelier przy 7 rue Méchain

Na razie jednak zarabia tak doskonale, że z córką w 1930 r. przeprowadza się na 7 rue Méchain na Montparnassie, do jedynego budynku wielorodzinnego zaprojektowana przez Roberta Mallet-Stevensa, architekta, u którego uczyła się jej siostra i z którym później pracowała. Kamienica składała się z dwunastu mieszkań oraz z dwóch dwupoziomowych umeblowanych lokali przeznaczonych wyłącznie na wynajem. W jednym z nich zainstalowała się Łempicka.

Ponad 150-metrowy apartament z 60-metrowym salonem wysokim na 6 metrów oraz oknem biegnącym przez dwie kondygnacje ze słynnymi odwróconymi schodami Mallet-Stevensa sam sobie był najlepszą reklamą Łempickiej: nowoczesny, modny, olśniewający i luksusowy tak jak ona. We wnętrzu pomalowanym na zgodną z najnowszymi trendami szarość stały m.in. chromowane meble René Herbsta, które dziś można oglądać w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, i ekskluzywne oświetlenie Jeana Perzela.

Na drugim poziomie w pomieszczeniu łączącym funkcje salonu, palarni i baru Adrianna Górska zaprojektowała politurowane meble z drewna orzechowego, dzięki czemu wnętrze przypominało kabinę luksusowego transatlantyckiego liniowca. W Muzeum Narodowym w Lublinie „odtworzono” ten fragment apartamentu Łempickiej, stawiając oryginalne meble na tle ścian z powiększonymi zdjęciami zrobionymi w latach 30. XX wieku przy rue Méchain, Na jednym z nich widać rzeźbę Chany Orloff, która na wystawie „Tamara Łempicka – kobieta w podróży” stoi na stole.

A teraz padniecie. Chociaż prezentowane na wystawie meble projektu Górskiej de Montaut znajdują się w kolekcji Marka Roeflera (właściciela Villi la Fleur), w apartamencie przy rue Méchain zachowała się stała zabudowa, w tym bar. A za nieco ponad dwa i pół miliona euroszy dawne mieszkanie artystki może być Wasze, bo agencja nieruchomości Architecture de Collection wystawiła je na sprzedaż. Jeśli więc chcecie zrobić mi prezent – nie walczcie z pragnieniami, trudno, najwyżej zdradzę swoją stronę Sekwany, czego nie robi się dla Łempickiej.

Bliźniacy Martel. Podwójna siła rażenia sztuką

To właśnie w tym apartamencie Łempicka namalowała obrazy takie jak „Adam i Ewa” czy „Młoda dziewczyna w zielonej sukience”, którą można podziwiać na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie. Sam pomysł nowoczesnej i wielofunkcyjnej przestrzeni będącej jednocześnie pracownią, mieszkaniem i galerią sztuki nie wyszedł jednak od Łempickiej.

Taka przestrzeń istniała już wcześniej przy 10 rue Malleta-Stevensa, ulicy z willami zaprojektowane wyłącznie przez Malleta-Stevensa: chodzi o dom bliźniaków Jana i Joëla Martel, w którym organizowano imprezy, wystawy, koncerty, recitale, odczyty itd. Tamara bardzo dobrze go znała, bo tam bywała – z siostrą przyjaźniły się z braćmi Martel, których portret bliźniaków można podziwiać aktualnie w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Tamara Łempicka, Portret Jana i Joëla Martel
Tamara Łempicka, Portret Jana i Joëla Martel

Na wystawie „Tamara Łempicka – kobieta w podróży” kilka rzeźb braci Martel jest umieszczonych na tle ściany z powiększonymi zdjęciami, na których bracia Martel stoją dokładnie przy tych rzeźbach. Wygląda to tak, jakby rzeźby zostały „wyjęte” ze zdjęć, zabieg identyczny jak w przypadku mebli i z atelier Tamary.

Rzeźby braci Martel. Jan i Joel Martel, Akordeonista, Trójca, Akt
Rzeźby braci Martel. Jan i Joel Martel, Akordeonista, Trójca, Akt

U braci Martel bywało mnóstwo osób ze środowiska artystycznego, m.in. Sonia Delaunay czy tancerka Nana de Herrera, której Joël zrobił plakat w 1926 r.. Dwa lata później z prośbą o sportretowanie Nany, swojej kochanki, do Łempickiej zwrócił się przebogaty baron Raoul Kuffner de Dioszegh, którego rodzina kiedyś posiadała największe dobra ziemskie w monarchii Habsburgów, a po I wojnie światowej skupiła się na biznesach na terenie Węgier. Jednym słowem: idealny mąż dla Łempickiej.

Joël Martel, Nana de Herrera
Joël Martel, Nana de Herrera

Z mężem jest jak z naleśnikiem: pierwszego trzeba wyrzucić

Łempicka prośbę spełniła, sportretowała Nanę, pod względem technicznym obrazowi nie można nic zarzucić, a to, że zgrabna i ładna tancerka na portrecie wygląda jak zakutana w czarne koronki paralityczka wijąca się w konwulsjach po zjedzeniu na sucho wiadra przeterminowanego Vibowitu, z wyrazem twarzy wskazującym na jakąś galopującą niestrawność? No na to Tamara nie mogła nic poradzić. Baron Kuffner musiał być dokumentnie ślepy, żeby nie zauważyć, że Łempicka postanowiła tancerkę usunąć z jego orbity, żeby samej wskoczyć na jej miejsce, i zamówił kolejny portret Nany.

Gdy tylko zmarła żona Kuffnera, bo w tym wielokącie była i pani Kuffner nr 1, Łempicka została panią Kuffner nr 2. Po II wojnie światowej, sylwetka Nany już w normalnej postaci, niekonwulsyjnej, trafiła na pudełko Gitanes – oprócz Gauloises – najsłynniejszych francuskich papierosów, co jest dla mnie zrozumiałe. Natomiast jest to dla mnie całkowicie niezrozumiałe, dlaczego Nana zatrzymała swój portret i sprzedała go dopiero w 1970 r., ja bym dekady wcześniej trzepnęła nim wiarołomnego Raoulka zdradzającego z inną kochanką kochankę, z którą zdradzał żonę. No bezczelny.

Poza Europą. USA i niezły Meksyk

W  latach 30. Łempicka zajęta była sztuką i podróżami z mężem (Pompeje, Marrakesz i tak dalej), ale ze względu na nastroje antysemickie i groźbę wojny Kuffnerowie mający korzenie żydowskie w 1939 r. wyemigrowali do USA. Łempicka po raz drugi w swoim życiu musiała uciekać, ale w przeciwieństwie do ostatniego razu, gdy po ucieczce z Rosji kariera była dopiero przed nią, tym razem była już za nią, chociaż artystka jeszcze o tym nie wiedziała.

Tamara Łempicka, Ucieczka albo gdzieś w Europie
Tamara Łempicka, Ucieczka albo gdzieś w Europie

Para zamieszkała w Hollywood, Łempicka jak w Europie urządzała huczne imprezy, zapraszała różne wpływowe osoby i serwując im swoją specjalność – bigos (serio!!), próbowała zachęcić do zamówienia swoich portretów. USA po II wojnie światowej to nie międzywojenny Paryż i baronowa z pędzlem i niemodnym sposobem malowania, art déco starym jak Nokia 5110, nikogo już nie interesowała, tym bardziej, że w sztuce pojawiały się już nowe prądy.

Kuffnerowie przeprowadzili się po raz kolejny, tym razem do Nowego Jorku. Tamara przerzuciła się na martwe natury inspirowane malarstwem niderlandzkim, ale to też nie spotkało się z entuzjazmem. USA po II wojnie światowej to również nie XVII-wieczne Niderlandy. Poeksperymentowała trochę z ekspresjonizmem abstrakcyjnym – również klapa. W 1962 r. na atak serca zmarł Raoul i Łempicka przeniosła się do Houston, żeby być bliżej córki, co nie wzbudziło entuzjazmu tej ostatniej. Ostatecznie Tamara przeprowadziła się do Meksyku i mieszkała tam do śmierci w 1980 r.

Tamara Łempicka, Kompozycja abstrakcyjna
Tamara Łempicka, Kompozycja abstrakcyjna

Transatlantykiem w długi rejs

Rozpisałam się o tej wystawie niemożebnie, ale jestem nią oczarowana. W Muzeum Narodowym w Lublinie widz ma poczuć się, jakby zaraz miał zalec na kanapie w apartamencie Łempickiej przy 7 rue Méchain, wyciągnąć się na fotelu w marokańskim hotelu La Mamounia, w którym z meblami sąsiaduje Józsefa Csáky’ego rzeźba „Głowa kobiety”, Ludomira Sleńdzińskiego „Senegalczycy”, Tamary Łempickiej „Portret mężczyzny w fezie” oraz Wacława Wąsowicza „Talerz z postacią Turka palącego nargile”. Kącik całkowicie zorientowany na Orient.

Wystawa Tamara Łempicka - kobieta w podróży, meble z hotelu La Mamounia
Wystawa Tamara Łempicka – kobieta w podróży, meble z hotelu La Mamounia

Ewentualnie widz ma poczuć się, jakby zaraz miał zamówić „rosolnik” (!!) z menu na pokładzie M/S Batory. Co nie jest szczególnie trudne, skoro w części poświęconej transatlantyckim wojażom Łempickiej można zobaczyć stanowiący wyposażenie komplet śniadaniowy z Fabryki Wyrobów Srebrnych i Platerowanych Józefa Fregaty i porcelanowy serwis „Bałtyk” z Ćmielowa.

Zamykająca wystawę ściana ma kształt dziobu statku i widz przez bulaj w rozmiarze XXXL może „zajrzeć” do luksusowej kabiny i „zobaczyć” wnętrze, znaczy czarno-białe zdjęcie oryginalnego wnętrza. Pod ścianą znajduje się pochodzące z kabiny biurko. Bardzo podoba mi się ten stosowany w Muzeum Narodowym w Lublinie zabieg „wyjmowania” obiektów ze starych fotografii. Obok znajdują się suweniry, który można było kupić na pokładzie: jedwabna apaszka z wizerunkiem statku, zapalniczka z logo, zawieszka. Jeszcze tylko skarpet i ciupażki brakowało, a byłoby prawie jak w budkach z pamiątkami na Krupówkach. Prawie, bo na Krupówkach zamiast jedwabiu byłby poliester.

Statkiem przez ocean, część ekspozycji dotycząca MS Batory, suweniry i zastawa śniadaniowa
Statkiem przez ocean, część ekspozycji dotycząca MS Batory, suweniry i zastawa śniadaniowa

***

Rozważałam zrobienie sobie zdjęcia „na pokładzie” M/S Batory, bo też chciałam być kobietą w podróży z Łempicką, jednak postanowiłam stanąć wśród jej obrazów. Jakby nie patrzeć, to wystawa Łempickiej, nie transatlantyku.

Stanęłam więc między dwiema Kizette, specjalnie ubrałam się w żakiet zielony jak zielone Bugatti, ale zielone Bugatti z autoportretu Łempickiej, bo to, które teraz stoi na dziedzińcu Zamku w Lublinie, jest niebieskim zielonym Bugatti. Teraz niebieskie zielone Bugatti jest zielonym Bugatti, kiedyś zielone Bugatti było żółtym Renault, zdarza się.

Wernisażeria, Tamara Łempicka - kobieta w podróży, Muzeum Narodowe w Lublinie, mecenas Grupa PGE
Ja na wystawie „Tamara Łempicka – kobieta w podróży”, Muzeum Narodowe w Lublinie, mecenas muzeum: Grupa PGE

Niezależnie od zieleni żakietu lub jego braku – i zieleni, i żakietu, albo zieleni, ale nie na żakiecie, albo żakietu, ale bez zieleni – koniecznie pędźcie do Lublina zobaczyć „Tamarę Łempicką – kobietę w podróży”, bo czegoś takiego nie tylko u nas, ale w ogóle nigdzie na świecie nie było, macie na to czas do 14 sierpnia. Wyruszajcie w podróż do Muzeum Narodowego w Lublinie, które od kwietnia ma nowego mecenasa – Grupę PGE.

6 komentarzy

Zobacz też

6 komentarzy

Teresa Janocha 3 czerwca 2022 - 4:49 am

Fantastyczny komentarz. Byłam również na wystawie …..to co przeczytałam jest dla mnie uzupełnieniem.

Odpowiedz
Wernisażeria 7 czerwca 2022 - 9:37 am

Bardzo się cieszę 🙂 zawsze staram się nie powielać informacji podanych przez kuratorów, tylko dodawać różne swoje smaczki i ciekawostki.

Odpowiedz
Wanda 3 czerwca 2022 - 1:52 pm

Pani Kamilo!
Z taką lekkością i swadą recenzować malarstwo i jego autorów nie każdy potrafi. Pani jest mistrzynią.! Dziękuję.

Odpowiedz
Wernisażeria 7 czerwca 2022 - 9:33 am

Bardzo dziękuję za przemiłe słowa 🙂 cieszę się, że mój sposób przybliżania sztuki się podoba.

Odpowiedz
Teresa 6 czerwca 2022 - 8:04 am

Dzięki, że tak obszernie opisała Pani wystawę, bo już wiem, że muszę ją zobaczyć. Z opisu wynika, że wystawa jest ciekawie zaaranżowana, a „Matka przełożona” ,choć niepozorna, wymiata!

Odpowiedz
Wernisażeria 7 czerwca 2022 - 9:38 am

Cudownie mi to słyszeć 🙂 wystawa naprawdę jest wspaniała, a ja lubię poszerzać jej kontekst, żeby zwiedzający wynieśli z wystawy jak najwięcej i wiedzy, i przyjemności.

Odpowiedz

Napisz komentarz

Wernisażeria, oprócz wernisaży i wina, potrzebuje ciasteczek. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciasteczkom. Zgadzam się Więcej