„Adolph Menzel (1815–1905). Niestrudzony obserwator”, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wernisażeria
0 komentarze
Portret Adolpha Menzla autorstwa Rudolfa Schulte im Hofe

Mężczyzna, który wykonał setki ilustracji do historii Fryderyka Wielkiego, malował koronację Wilhelma I, spędzał miesiące na studiowaniu pracy śląskich hutników i został pod koniec życia niemieckim „von”, uznał za temat godny rysunku również komara. Najpierw żywego. Potem, dwa dni później, martwego. Dopisał tylko informację o zmianie stanu modela. W sumie na tym można by skończyć opowieść o Adolphie Menzlu, bo trudno znaleźć lepsze podsumowanie jego twórczości.

Wystawa „Adolph Menzel (1815–1905). Niestrudzony obserwator” w Muzeum Narodowym w Warszawie jest pierwszą polską monograficzną prezentacją artysty, który dla niemieckiej historii sztuki jest postacią fundamentalną, a u nas pozostaje zdecydowanie mniej znany. Trochę niesprawiedliwie, szczególnie że Menzel urodził się we Wrocławiu, jedno ze swoich najważniejszych dzieł stworzył po pobycie w dzisiejszym Chorzowie, a warszawskie muzeum posiada pokaźny zbiór jego grafik i rysunków.

Ekspozycja nie ma największych hitów Menzla, wielkie obrazy zostały w znacznej mierze w Berlinie. Zamiast tego można podziwiać może coś mniej widowiskowego, za to znacznie bardziej intymnego: dostęp do jego sposobu patrzenia. A patrzył właściwie na wszystko.

Adolph Menzel – Die heil. Siebene / Was soll’s?
Adolph Menzel, „Die heil. Siebene / Was soll’s?”

Menzel był jak sąsiedzki monitoring: wszystko widział

Król, robotnik, dziewczyna czytająca gazetę, własna sypialnia, pociąg, ręka, stopa, niedźwiedź w zoo i wspomniany komar należą u niego do jednego świata obserwacji. Hierarchie tematów, które przez stulecia porządkowały malarstwo, przestają mieć dla niego większe znaczenie. Wielka historia może być fascynująca. Fałda kołdry również.

Menzel urodził się w 1815 roku w Breslau. Jego ojciec prowadził zakład litograficzny, więc młody Adolph bardzo wcześnie nauczył się, że sztuka jest również konkretnym rzemiosłem. Mając dwanaście lat, pokazał publicznie rysunek tygrysicy karmiącej młode, a cztery lata później, po śmierci ojca, przejął zakład, żeby utrzymywać matkę i rodzeństwo. Romantyczny model artysty cierpiącego w oczekiwaniu na wenę miał jedną wadę: słabo opłacał rachunki.

Do berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych trafił w 1833 roku, po czym dość szybko uznał, że poradzi sobie bez niej. Żeby było śmieszniej, dwadzieścia kilka lat później został profesorem tejże Akademii. Pomiędzy tymi wydarzeniami zdążył zbudować wielką karierę, której początkiem były ilustracje do książki o Fryderyku Wielkim. Potem przyszły setki kolejnych studiów pruskiej armii: mundurów, broni, wyposażenia, postaci i przedmiotów, dzięki którym Menzel stał się jednym z ludzi odpowiedzialnych za to, jak następne pokolenia wyobrażały sobie epokę Fryderyka II. Samych ilustracji do książki o Fryderyku Wielkim wykonał około czterystu. Czterysta ilustracji to już nie praca nad książką. To styl życia.

Adolph Menzel, Pamiątki z historii Brandenburgii i Prus
Adolph Menzel, „Pamiątki z historii Brandenburgii i Prus”.

Od Fryderyka Wielkiego do pustego pokoju

Problem polega na tym, że kiedy słyszymy „malarz Fryderyka Wielkiego”, wyobraźnia natychmiast zaczyna produkować monumentalne płótna z monarchą pośrodku i odpowiednią liczbą wojskowych mundurów. Menzel rzeczywiście je malował, tyle że równolegle robił rzeczy o wiele dziwniejsze i z dzisiejszej perspektywy często ciekawsze.

W połowie lat 40. XIX wieku malował własne mieszkanie: puste pokoje, otwarte drzwi balkonowe, firanki poruszane powietrzem i światło padające na podłogę. Żadnego Fryderyka, żadnej wojny, żadnego wydarzenia godnego podręcznika historii. W „Pokoju balkonowym” z 1845 roku właściwie nic się nie dzieje, a mimo to obraz wydaje się szalenie nowoczesny. Podobnie jest z „Sypialnią artysty przy Ritterstraße”, której można zobaczyć na warszawskiej wystawie. Menzel zaczyna malować samo doświadczenie patrzenia: światło, przypadkowy kadr, moment i rzeczy znajdujące się akurat przed oczami. To był ten moment, kiedy historia sztuki mogła na chwilę zejść z konia i usiąść przy oknie.

Dlatego później Menzla określano jako jednego z prekursorów impresjonizmu w Niemczech. Jednak tenże artysta impresjonistą nigdy nie był i wciskanie go na siłę pomiędzy Moneta i Renoira jest jak prasowanie prześcieradła – zupełnie bez sensu. Fascynujące jest co innego: zanim impresjoniści uczynili z ulotnego wrażenia jedno z wielkich zagadnień sztuki, Menzel interesował się światłem, momentalnością widzenia i kompozycją przypominającą przypadkowo uchwycony fragment rzeczywistości.

Adolph Menzel, Sypialnia artysty przy Ritterstraße
Adolph Menzel, „Sypialnia artysty przy Ritterstraße”.

Pociąg wjeżdża w nowoczesność

Na wystawie bardzo urzekła mnie praca „Kolej berlińsko-poczdamska” z 1847 roku. Pociąg przecina pejzaż, zachodzące słońce rozlewa się nad przestrzenią, industrialna nowoczesność wjeżdża w naturę. Sam pociąg nie dominuje w obrazie, tylko jest częścią większego zjawiska: ruchu, światła i zmieniającego się świata. Można było wpuścić do pejzażu lokomotywę i nadal nie robić z niej celebrytki.

Kilkadziesiąt lat później Menzel pojedzie z tą nowoczesnością znacznie dalej, aż do wnętrza huty. W 1872 roku wylądował w Königshütte na Górnym Śląsku, dzisiejszym Chorzowie, gdzie obserwował – bo co innego mógł robić Menzel – maszyny, proces technologiczny, pracowników i ich ruchy. Efektem kilkuletniej pracy była ukończona w 1875 roku monumentalna „Walcownia żelaza”, zwana również „Nowoczesnymi cyklopami”. To jeden z tych obrazów, po których od razu wiadomo, dlaczego Menzel ma w Niemczech taką pozycję – skalę zarezerwowaną dawniej dla królów i wydarzeń historycznych nadał robotnikom pracującym przy rozżarzonym metalu. W innym obrazie tej wielkości ktoś zapewne właśnie podpisywał traktat albo przegrywał bitwę. U Menzla po prostu trwa zmiana w hucie.

Szkoda, że tego rodzaju największych obrazów nie ma w Warszawie więcej, bo bez nich trudniej od razu zrozumieć skalę pozycji Menzla. W Muzeum Narodowym poznajemy go przede wszystkim jako rysownika i grafika, przez co ktoś, kto spotyka się z nim pierwszy raz, może zacząć zastanawiać się, skąd właściwie bierze się jego wysoka pozycja w niemieckiej historii sztuki. Dopiero kiedy zaczyna się uważniej oglądać te wszystkie rysunki, szkice i studia, widać, jak obsesyjnie interesowało go wszystko, co znajdowało się przed oczami, i to, że rysunek był dla niego podstawowym sposobem poznawania świata.

Osiem kieszeni pełnych szkicowników

Menzel rysował niemal obsesyjnie. Nosił płaszcz z ośmioma kieszeniami, w których trzymał szkicowniki i przybory, a kiedy nie miał pod ręką odpowiedniego papieru, korzystał z rachunków, druków i przypadkowych skrawków. Trudno wyobrazić sobie dla niego gorszą sytuację niż zobaczenie czegoś ciekawego bez możliwości natychmiastowego narysowania tego czegoś. Nic dziwnego, że był mobilnym sklepem papierniczym.

Był przy tym człowiekiem bardzo niskiego wzrostu – miał około 140-160 centymetrów – co też ma znaczenie przy jego nieustannym kombinowaniu z punktem obserwacji. Podczas uroczystości potrafił wspinać się na krzesła i stoły, żeby zobaczyć scenę z odpowiedniej wysokości. W jego pracach rzeczywiście często jest zaskakująca perspektywa: widać coś z góry, zza innych ludzi, z boku, z miejsca, w którym akademicki malarz najpewniej nie ustawiłby sztalugi. Innymi słowy: jeśli Menzel nie znalazł kadru, znalazł mebel.

Na jednym z rysunków z berlińskiego zoo zrobił jeszcze lepsze obserwacyjne salto. Zamiast przedstawić scenę z perspektywy gości zoo, namalował ją, przyjmując jako punkt widzenia zwierzęta – i to ludzie są obserwowanymi obiektami. Menzel nie potrzebował do takich eksperymentów manifestu artystycznego, wystarczyło przesunąć się o kilka metrów.

Sam nazywał siebie „Zaungast des Lebens” – kimś w rodzaju gościa życia stojącego za płotem i rzeczywiście często był trochę obok wszystkiego: nie założył własnej rodziny, przez lata pozostawał bardzo związany z bliskimi, a większość życia spędził na przyglądaniu się innym ludziom. To bardzo dobrze pasuje do jego sztuki, bo najczęściej interesowało go nie centrum wydarzeń, tylko to, co dzieje się z boku, na marginesie, chwilę wcześniej albo chwilę później.

Adolph Menzel, trzy studia figurki putta w locie
Adolph Menzel, trzy studia figurki putta w locie

Kiedy mundur przestaje być dekoracją, a stopa ciekawi

Menzel patrzył również wtedy, kiedy rzeczywistość przestawała być efektowna. Podczas wojny prusko-austriackiej w 1866 roku pojechał w okolice działań wojennych i odwiedzał lazarety. Rysował rannych, umierających i martwych żołnierzy. Trochę to komplikuje jego image jako artysty tak mocno związanego z pruską armią i jej historią, bo mundur wygląda zupełnie inaczej na historycznej ilustracji i na człowieku, którego wojna skrzywdziła.

Podobnie komplikuje się jego obraz jako „malarza monarchii”, kiedy przypomnimy sobie niedokończone „Wystawienie zwłok poległych w rewolucji marcowej” z 1848 roku. Menzel potrafił zrekonstruować legendę Fryderyka Wielkiego, pracować dla pruskiego dworu i pod koniec życia otrzymać szlachectwo, a jednocześnie obserwował rewolucjonistów, robotników i ludzi całkowicie nie odgrywających roli w „Wielkiej Historii”.

Jednocześnie malował tematy mniej spektakularne. W 1876 roku namalował własną stopę. Starą, pomarszczoną, z żyłami, paznokciami i resztą mało reprezentacyjnego wyposażenia ludzkiego ciała. Według anegdoty miał przygotowywać sobie kąpiel nóg, spojrzeć na stopę i zamiast ją umyć, zacząć malować. Niezależnie od tego, ile w tej historii prawdy, sam obraz istnieje i jest kapitalnym świadectwem jego ciekawości. Normalny człowiek widzi stopę i myśli: umyć. Menzel: namalować.

Jednak chyba jeszcze ciekawszy od stopy jest komar. Wśród ogromu jego zainteresowań ten psujący grilla owad świetnie pokazuje, że dla Menzla temat nie musiał być ani ważny, ani efektowny. Wystarczyło, że go zainteresował. Menzel nieustannie sprawdzał świat: jak wygląda człowiek, kiedy czyta gazetę, jak zachowuje się światło w sypialni, jak porusza się robotnik przy maszynie, jak wygląda żywy komar i jak wygląda ten sam komar po śmierci. Sytuacja w stylu: „Proszę się nie ruszać. A, dobra.”

adolph-menzel-matinee-zum-besten-frontispis-programu-koncertu.webp
Adolph Menzel, „Matinée zum Besten der Nothleidenden Oberschlesier”, 1880.

Druga historia warszawskiej wystawy

Warszawska wystawa ma jeszcze drugą odnogę, która początkowo może wydawać się doklejona do głównej – dotyczy losów prac artysty. Muzeum Narodowe posiada dziś 45 rysunków i ponad 200 rycin Menzla, część tych prac należała przed wojną do kolekcji niemieckich, a po 1945 roku w wyniku zmian granic znalazła się w polskich zbiorach,

Badacze odtwarzają historię tych prac na podstawie numerów inwentarzowych, pieczęci, nalepek i dawnych dokumentów. Zabawne, że Adolph Menzel przez całe życie tropił ślady rzeczywistości, a dzisiaj historycy sztuki tropią ślady pozostawione na jego kartkach.

„Niestrudzony obserwator” brzmi jak tytuł, który spokojnie mógłby załatwić co drugą wystawę dowolnego XIX-wiecznego malarza. Jednak w przypadku Menzla pasuje wyjątkowo wybornie: człowiek chodzący z kieszeniami pełnymi szkicowników, wspinający się na meble, żeby poprawić punkt widzenia, rysujący w hucie, lazarecie, restauracji i zoo, naprawdę miał z obserwowaniem świata dość poważny problem. Nie potrafił przestać.

Warszawska wystawa nie pokazuje całego Menzla, bo brakuje na niej jego największych obrazów. Mimo to bardzo dobrze widać, jak pracował i co go interesowało: patrzył na świat właściwie bez przerwy i zapisywał to, co akurat przyciągnęło jego uwagę. Raz pokój, innym razem robotnika, własną stopę albo komara. „O, a to co?” – i właściwie można było siadać do rysowania.

Kamila Tuszyńska Wernisażeria na wystawie Adolpha Menzla w Muzeum Narodowym w Warszawie
Ja na wystawie „Adolph Menzel (1815–1905). Niestrudzony obserwator” w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Najważniejsze informacje o wystawie „Adolph Menzel (1815–1905). Niestrudzony obserwator”

Gdzie: Muzeum Narodowe w Warszawie

Do kiedy: 13 grudnia 2026 r.

Charakter wystawy: pierwsza w Polsce monograficzna wystawa Adolpha Menzla

Tematyka: malarstwo, rysunek, grafika, światło, codzienność, historia i proweniencja dzieł

Najważniejsze wątki: Fryderyk Wielki, „Kolej berlińsko-poczdamska”, „Walcownia żelaza”, studia codzienności i ogromny dorobek rysunkowy artysty

Dla kogo: dla miłośników XIX-wiecznego malarstwa, rysunku i historii sztuki

Najczęstsze pytania o wystawę „Adolph Menzel (1815–1905). Niestrudzony obserwator”

Kim był Adolph Menzel?

Adolph Menzel był niemieckim malarzem, rysownikiem i grafikiem żyjącym w latach 1815–1905. Urodził się we Wrocławiu i należy do najważniejszych niemieckich artystów XIX wieku.

Czy Adolph Menzel był impresjonistą?

Nie. Bywa uznawany za prekursora impresjonizmu w Niemczech ze względu na zainteresowanie światłem, chwilą i nietypowym kadrowaniem, ale sam do impresjonistów nie należał.

Czy na wystawie w Warszawie jest „Walcownia żelaza”?

Nie. Największe obrazy Menzla pozostały przede wszystkim w niemieckich zbiorach. Warszawska wystawa pokazuje głównie jego rysunki, grafiki oraz mniejsze obrazy.

Co można zobaczyć na wystawie Menzla w Muzeum Narodowym?

Obrazy, rysunki i ryciny pokazujące zarówno zainteresowanie Menzla historią Prus, jak i codziennością, światłem, przemysłem, ludźmi i przypadkowymi motywami obserwowanymi przez artystę.

Do kiedy trwa wystawa Adolpha Menzla w Warszawie?

Do 13 grudnia 2026 roku w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Warszawie..

Zobacz też

Napisz komentarz

Wernisażeria, oprócz kultury i wina, potrzebuje ciasteczek. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciasteczkom. Zgadzam się Więcej

Kamila Tuszyńska, autorka Wernisażerii, obok okładki książki Zachwyt. Tak działa sztuka. Premiera 30 listopada 2026 roku. ZAMÓW W EMPIKU