„Edward Dwurnik. Duma i wstyd” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to około 70 prac, przede wszystkim z cykli „Sportowcy” i „Robotnicy”. Dwurnik malował świat, z którego sam wyrósł i od którego coraz bardziej oddalał się dzięki sztuce. Stąd tytuł wystawy: trochę dumy z awansu, trochę wstydu, że zostawiło się swoich za sobą. A że po drodze powstało ponad osiem tysięcy obrazów, to można powiedzieć, że temat przepracował dość dokładnie.
Spis treści

Edward Dwurnik – malarstwo uratowało mu życie
Edward Dwurnik mawiał, że malarstwo uratowało mu życie. Urodzony w Radzyminie był pierwszą osobą w rodzinie z wyższym wykształceniem. Sztuka otworzyła mu drzwi do zupełnie innego świata, ale w obrazach wciąż wracał do ludzi i miejsc, które znał z własnego doświadczenia. Nie idealizował ich. Potrafił ich bronić, a za chwilę skarykaturować tak, że nie zostawiał na nich suchej nitki.
W 1965 roku zobaczył wystawę Nikifora Krynickiego i to spotkanie ustawiło mu malarski język na długie lata. Uproszczona forma, mocny kontur, tłum szczegółów i widoki miast oglądanych trochę z góry, trochę z boku – perspektywa nie musiała się tu zachowywać przesadnie grzecznie.
W latach 70. i 80. wracali na jego obrazy robotnicy, bywalcy barów, ludzie z ulicy, pracownicy, konsumenci, tłum. Codzienność PRL-u miała u Dwurnika konkretne twarze.


„Sportowcy” i „Robotnicy”. Polska według Dwurnika
Na wystawie znalazło się około 70 prac, głównie z cykli „Sportowcy” i „Robotnicy”. Po raz pierwszy w Polsce pokazano również sześć ogromnych rzeźbo-obrazów w kształcie głów. „Sportowcy” powstający od początku lat 70. są karykaturalnym, momentami bezlitosnym portretem ludzi PRL-u. W „Robotnikach” pojawiają się już mocniej polityka, praca, protesty i Polska czasu stanu wojennego.


Największe wrażenie robią monumentalne płótna – jeden obraz zajmuje całą ścianę i ma dookoła dość miejsca, żeby go naprawdę zobaczyć.
Zero upychania dzieł jedno nad drugim, jak np. na wystawie Davida Hockneya w Fondation Louis Vuitton, gdzie kilka rzędów obrazów wyglądało chwilami jak ekspozycja łazienkowych kafelków w Castoramie. Jeszcze tylko dobrać kolor fugi, paragon czy fakturka i można jechać do domu.
„Klęska urodzaju”
Moim ulubionym obrazem jest „Klęska urodzaju” z 1975 roku – sterty owoców, tłum ludzi i handlowy bajzel. Oto Dwurnik w jednym kadrze: nadmiar, groteska i Polska, w której nawet klęska przychodzi na bogato. To jest jeden z głównych powodów, dlaczego tak lubię jego malarstwo. Wszystko jest trochę za dużo: ludzi, przedmiotów, zdarzeń, gestów. Można oglądać całe płótno, a potem wyłapywać kolejne drobne scenki i historie.
Dwurnik pojawia się też w moim tekście o Kamienicy Deskurów w Radomiu – m.in. „występuje” z obrazem „Radom, czerwiec ’76” – oraz w artykule o wystawie „Polski mężczyzna 1910–2010”, przy okazji wystawy w Muzeum Narodowym w Kielcach, gdzie pokazywana była „Darmowa zupa”.

Skąd „Duma i wstyd”?
Wykształcenie i wejście do świata sztuki oznaczały dla Dwurnika awans społeczny, ale też coraz większy dystans wobec środowiska, w którym dorastał. Z tego pęknięcia – między dumą z tego, dokąd doszedł, a wstydem, że zostawił swoich za sobą – wziął się tytuł wystawy. Dwurnik patrzył na ludzi, których znał, ale już trochę z zewnątrz. Blisko i z dystansu jednocześnie. Inny obraz Dwurnika – „Chłoporobotnik” – można zobaczyć na wystawie stałej „Sposoby widzenia” w Muzeum Sztuki w Łodzi.


Ponad osiem tysięcy obrazów
Kiedy inni ogłaszali śmierć malarstwa, Dwurnik stworzył ponad osiem tysięcy obrazów.
I nie był to twórczy chaos – Dwurnik porządkował obrazy w cykle, numerował je i prowadził własny rejestr. Osiem tysięcy obrazów, a człowiek przy trzech folderach na pulpicie już traci kontrolę.
Szach-mat, nekrolog okazał się mocno przedwczesny.
Malarstwem załatwiał właściwie wszystko: ludzi, politykę, miasta, pracę, PRL, portrety, codzienność. Jakby ktoś mu powiedział, że powinien się ograniczyć do jednego tematu, pewnie namalowałby jeszcze pięć obrazów na złość.
Tulipany na koniec
Wystawę zamykają słynne tulipany. Patrząc, ile osób robi sobie na ich tle zdjęcia, to chyba najbardziej instagramowe miejsce całej ekspozycji.

Co za wspaniała wystawa. Mimo że nieźle znam twórczość Dwurnika, mnóstwo obrazów i rzeźb-głów zobaczyłam po raz pierwszy w życiu. Co nie zmienia faktu, że cały wernisaż chichrałam się też, że dobrze, że wystawa nie nazywa się „Duma i uprzedzenie”.

Najważniejsze informacje o wystawie „Edward Dwurnik. Duma i wstyd”
Gdzie: Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ul. Marszałkowska 103
Otwarcie: 31 lipca 2026
Do kiedy: 14 marca 2027
Kurator: Łukasz Ronduda
Główne cykle: „Sportowcy” i „Robotnicy”
Zakres: przede wszystkim twórczość Edwarda Dwurnika z lat 70. i 80.
Liczba prac: około 70
Dodatkowo: sześć monumentalnych rzeźbo-obrazów w kształcie głów
Najczęstsze pytania o wystawę „Edward Dwurnik. Duma i wstyd”
Kiedy otwarto wystawę „Edward Dwurnik. Duma i wstyd”?
Wystawę otwarto 31 lipca 2026 roku.
Gdzie można ją zobaczyć?
W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 103.
Do kiedy trwa wystawa Edwarda Dwurnika?
Do 14 marca 2027 roku.
Co można zobaczyć na wystawie?
Około 70 prac, przede wszystkim z cykli „Sportowcy” i „Robotnicy”, a także monumentalne obrazy i sześć rzeźbo-obrazów w kształcie głów.
Na jakim okresie twórczości Dwurnika skupia się wystawa?
Przede wszystkim na latach 70. i 80., kiedy powstawały „Sportowcy” i „Robotnicy”.
Skąd tytuł „Duma i wstyd”?
Od napięcia związanego z doświadczeniem awansu społecznego Dwurnika – dumą z drogi, którą przeszedł, i dystansem wobec środowiska, z którego pochodził.
Kto jest kuratorem wystawy?
Łukasz Ronduda.

