Dla mnie „Caillebotte. Peindre les hommes” w Musée d’Orsay to wystawa sezonu, bo kocham Caillebotte’a miłością dziką. Ale jak mam go nie kochać, skoro większość jego obrazów przedstawia Paryż – wnętrza i zewnętrza – 2. połowy XIX w., a ja oglądałam je, siedząc jak co roku w grudniu w Paryżu na poddaszu kamienicy z 2. połowy XIX w.? No więc muszę kochać Caillebotte’a, tak z rozdania.
Spis treści

Gustave Caillebotte i jego mężczyźni
Wbrew tytułowi na wystawie wśród około 70 prezentowanych prac można było spodziewać się nie tylko portretów mężczyzn, chociaż faktycznie Gustave Caillebotte uwielbiał ich malować.

Artysta poszukiwał – jak wówczas prawie wszyscy – nowej i jak najbardziej autentycznej formy sztuki, stąd bohaterami jego obrazów jest najbliższe otoczenie (Paryż, okoliczne wioski i Normandia), scenki z życia (cyklinowanie podłóg, malowanie elewacji, patrzenie się na bulwary, wystawanie na balkonach, spacery w deszczu, czytanie książek, delektowanie się śniadaniem, gra w bilard, rżnięcie w karty itp.; w sumie oprócz pierwszych dwóch czynności reszta brzmi jak moje życie) oraz rzecz jasna – znajomi płci męskiej (bracia, pracownicy zatrudnieni przez jego rodzinę, przyjaciele, w tym koledzy-żeglarze).

Poza Charlotte Berthier, z którą Caillebotte mieszkał, a która na wystawie pojawia się na czterech obrazach, kobiety w malarstwie go nie interesowały. Większą melodię miał do balkonów i mostów, bo dlaczego by nie, też ładne.


Męski akt bez herosa z gołą klatą
Portretów matki namalował sztuk jeden, kobiecych aktów tyle samo, to już męskich więcej, co było szokiem w tamtych czasach. To znaczy szokiem nie było, że mężczyzna malował golasów, tylko jak ich malował. Otóż Caillebotte popędził w diabły przedstawianie nagiego mężczyzny w wersji nudnej, akademickiej, upozowanej w ramach ćwiczeń na akademii, oraz w wersji jeszcze nudniejszej, czyli „bohaterskiej”. Były to kompletnie odklejone od rzeczywistości wyidealizowane akty robiące dotąd furorę m.in. w malarstwie historycznym czy sakralnym, wiecie, ci wszyscy święci o tkance tłuszczowej poniżej normy, anioły, młodzieńcy w antyku itd. Zobaczcie sobie obraz „Szkoła Platona” Jeana Delville’a, przecież oni wyglądają jak z katalogu z ofertą na wieczór panieński. To dopiero przedmiotowe traktowanie mężczyzny.
Tymczasem Caillebotte „zabrał” mężczyznę i z sali ze studentami, i z pola bitwy, i postawił go koło wanny, tudzież bali, tak jak Degas czy Toulouse-Lautrec na swoich obrazach stawiali (albo sadzali) kobiety. Jednym zdaniem: Caillebotte w końcu potraktował mężczyznę jak normalnego, nagiego człowieka podczas toalety. Przecież nawet Platon musiał kiedyś myć nogi.

Na wystawie były różne smaczki, np. prawdziwe kreacje, w których chadzali mężczyźni w czasach Caillebotte’a, i różne zdjęcia. Mnie rozczuliła jego fotografia z pieskiem Bergèrem na place du Carrousel, ale ja to jestem zwierzakowa.

„Cykliniarze”, „Pont de l’Europe” i „Bilard”
Na bank zaskoczą Was dwie prace. Drugi obraz „Cykliniarze”, o wiele mniejszy od grzmota wiszącego na co dzień w Musée d’Orsay, oraz dwa obrazy z Pont de l’Europe. Pierwszy z nich jest właściwie szkicem, a drugi – obrazem właściwym. W praniu wygląda to tak, jakby AI dorwała się do szkicu i go rozszerzyła. Na obrazie jest już nie tylko człowiek stojący na tytułowym moście i patrzący na tory kolejowe Gare Saint-Lazare, ale pojawia się przy nim pies (przy człowieku, nie dworcu), kamienice, spacerowicze, wśród których znajduje się zagadana para. Caillebotte’a można z marszu rozpoznać, ale kim jest jego towarzyszka – nie wiadomo.

Jednak chyba najbardziej zaskakujący jest „Bilard” – niedokończony obraz z kolekcji prywatnej, który na żywo widziałam pierwszy raz. Na obrazie w tym miejscu, w którym na logikę powinien znajdować się drugi gracz, nic nie ma, znaczy jest – niezamalowana przestrzeń. Być może miał tam znaleźć się ojciec Caillebotte’a, Martial, który zmarł w Boże Narodzenie 1874 r., a więc zanim artysta uwinął się z tą pracą. Jest to o tyle prawdopodobne, że do tej pory nie znamy ani jednego obrazu Caillebotte’a przedstawiającego jego ojca. Tylu mężczyzn namalował, a rodziciela nigdy. Dziwne to, ale co w życiu nie jest dziwne, chyba tylko brak kolejek do churrosów na jarmarku świątecznym w Jardin des Tuileries.
„Paryż, deszczowy dzień”
Tak czy inaczej, na wystawie były też fascynujące szkice do najsłynniejszego obrazu Caillebotte’a – „Paryż, deszczowy dzień”. Mam do niego wielki sentyment, jak jeszcze byłam na studiach, to przez długi czas miałam tenże obraz ustawiony jako tapetę na laptopie. Czyli jakieś dwie dekady temu, jak tak teraz liczę.
W związku z tym na wystawie musiałam mieć zdjęcie z ową deszczową gwiazdą. Patrzcie nie na mnie, tylko na obraz, normalnie to lubię, jak na mnie też patrzycie, ale tego dnia bardzo źle wyglądałam, czułam się fatalnie, powinnam jak prześcieradło nie ruszać się z łóżka, nawet oczy miałam jak nornica. W sensie – w ogóle nie miałam oczu. Zastanawiałam się, czy w ogóle nie darować sobie wrzucenia tego zdjęcia, ale pomyślałam, że to przecież tradycja, pierwsze zdjęcie zawsze jest ze mną, w końcu musicie pamiętać, kto pisze niekończące się recenzje. Tak więc ego zremisowało z ego.

A w ogóle ta wystawa to jeszcze nie koniec atrakcji w Musée d’Orsay związanych z Caillebottem.
Ekspozycję „Caillebotte. Peindre les hommes” zorganizowano w 130. rocznicę śmierci artysty i zarazem w 130. rocznicę przekazania jego kolekcji obrazów znajomych impresjonistów rządowi francuskiemu. W kolekcji znajdowały się m.in. dzieła Auguste’a Renoira czy Claude’a Moneta. Dzisiaj stanowi ona część zbiorów Musée d’Orsay, natomiast ze względu na podwójną rocznicę przez czas trwania wystawy Caillebotte’a część spuścizny kolekcjonerskiej można było podziwiać na specjalnym pokazie na wyższym piętrze muzeum. Musée d’Orsay, organizując tymczasową „Galerię Caillebotte’a”, chciało nawiązać do otwarcia prawdziwej „Galerii Caillebotte’a” w Musée du Luxembourg w 1897 r.

Wyszło mu to.
„Caillebotte. Peindre les hommes” można było oglądać w Musée d’Orsay w Paryżu od 8 października 2024 do 19 stycznia 2025 r. Następnie wystawa pojechała do Los Angeles i Chicago.

Najważniejsze informacje o wystawie „Caillebotte. Peindre les hommes”
Gdzie: Musée d’Orsay, Paryż
Kiedy: 8 października 2024 – 19 stycznia 2025
Artysta: Gustave Caillebotte (1848–1894)
Liczba obiektów: około 70 prac
Temat: męskie postacie, portrety mężczyzn i nowoczesne spojrzenie na męskość w XIX wieku
Najważniejsze dzieła: m.in. „Cykliniarze”, „Pont de l’Europe”, „Paryż, deszczowy dzień”, „Bilard” i „Wioślarz w cylindrze”
Kontekst: wystawę zorganizowano w 130. rocznicę śmierci Caillebotte’a
Dodatkowa ekspozycja: równolegle Musée d’Orsay prezentowało pokaz poświęcony kolekcji przekazanej państwu przez Caillebotte’a
Najczęstsze pytania o Gustave’a Caillebotte’a i wystawę „Peindre les hommes”
Kim był Gustave Caillebotte?
Gustave Caillebotte był francuskim malarzem związanym z impresjonizmem, kolekcjonerem oraz mecenasem innych impresjonistów.
Gdzie odbywała się wystawa „Caillebotte. Peindre les hommes”?
W Musée d’Orsay w Paryżu.
Kiedy trwała paryska wystawa Caillebotte’a?
Od 8 października 2024 do 19 stycznia 2025 roku.
Ile prac pokazano na wystawie?
Około 70 obrazów, pasteli, rysunków, fotografii i dokumentów.
Dlaczego wystawa skupiała się na mężczyznach?
Caillebotte wyjątkowo często przedstawiał mężczyzn ze swojego otoczenia – braci, przyjaciół, robotników, sportowców i żeglarzy – oraz męskie ciało w codziennych, nieheroicznych sytuacjach.
Jakie słynne obrazy Caillebotte’a można było zobaczyć?
Między innymi „Cykliniarzy”, „Pont de l’Europe” oraz wypożyczony z Art Institute of Chicago obraz „Paryż, deszczowy dzień”.
Czy Gustave Caillebotte był także kolekcjonerem?
Tak. Gromadził dzieła m.in. Moneta, Renoira, Degasa, Maneta, Pissarra, Cézanne’a i Sisleya, a swoją kolekcję zapisał państwu francuskiemu.

