Strona główna Felietony wernisażowe „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza”, Zamek Królewski w Warszawie

„Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza”, Zamek Królewski w Warszawie

Wernisażeria
5 komentarzy
Bernardo Bellotto, Canaletto, Widok na Canal Grande Santa Maria della Salute i Dogana z Campo Santaa Maria Zobenigo

Wystawa „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” w Zamku Królewskim w Warszawie.

Prawie trzy wieki temu Pietro Guarienti pisał o Canaletcie, że „rozkochał w sobie i w swoim wyjątkowym sposobie malowania wszystkich miłośników sztuki i wielkich panów”. Wystawa „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” w Zamku Królewskim w Warszawie również Was w sobie rozkocha, bo jest efektem współpracy naszego Zamku oraz Staatliche Kunstsammlungen w Dreźnie. Bardzo efektowny ten efekt.

Jeżeli ktoś jest przekonany, że już widział tę wystawę w Dreźnie, to błądzi niczym dziecko w nokturnie, bo wystawa w Warszawie nie jest powtórzeniem zakończonej w sierpniu imprezy w Gemäldegalerie Alte Meister, czyli „Zauber des Realen. Bernardo Bellotto am sächsischen Hof” [Magia rzeczywistości. Bernardo Bellotto na saskim dworze], tylko jej nową odsłoną. W dodatku to pierwsza w dziejach polskiego muzealnictwa tak wielka prezentacja twórczości Bernarda Bellotta, zwanego Canalettem, genialnego portrecisty miast i jego mieszkańców. Jest moc.

O wystawie „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza”

Wystawa jest cudowna oraz czasożerna: prace Canaletta są tak precyzyjne i pełne szczegółów, że oglądając obrazy, miałam wrażenie, że prawie każdy z nich spokojnie da się podzielić na osiem mniejszych, bo tyle tam się dzieje. Można godzinami podziwiać i wymyślać historie o tym, co na obrazie robią postacie, bo budynki to wiadomo, co robią – stoją, jak to budynki, nie ma jakiegoś szału z aktywnością.

Widok na Canal Grande Santa Maria della Salute i Dogana z Campo Santaa Maria Zobenigo, detal
Widok na Canal Grande Santa Maria della Salute i Dogana z Campo Santaa Maria Zobenigo, detal

Natomiast prawie wszyscy ludzie są czymś zajęci: jak nie zachwalają towaru na straganach na rynku, to ucinają sobie pogawędkę, robią pranie, łowią ryby, pływają gondolami, malują obrazy, biegają po moście, kontemplują widok z balkonu, pielą grządki, padają na kolana w ramach pokłonów, rozbijają się po mieście karocami, całują w policzki, a nawet karmią łabędzie. Taka tam codzienność w XVIII wieku w wydaniu szlachty, arystokracji kleru, wieśniaków, rzemieślników, służby i handlarzy. Canaletto oddaje szczegóły, przyjrzycie się minom, gestom czy strojom, no bajka. Albo magia, że tak nawiążę do tytułu niemieckiej odsłony wystawy.

Polska odsłona wystawy „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” to prawie 150 obrazów, grafik, rysunków i szkiców ze wszystkich okresów twórczości Bellotta, tak że można zobaczyć, jak zmieniał mu się styl albo czy szkic różni się od finalnego obrazu, bo różnie z tym bywało. I owe 150 prac jest zaprezentowanych w blokach odpowiadającym miastom, w których w danych momencie artysta rezydował, a było ich mrowie.

Narodziny nr 1: Bernardo Francesco Paolo Ernesto Bellotto przychodzi na świat

Stąd pierwsza część wystawy to prace włoskie, z Wenecji, Rzymu, Florencji i Werony; druga część to prace drezdeńskie, a trzecia – warszawskie, bo to w Warszawie malarz spędził ostatnie 13 lat życia. Pomiędzy salami „Dreznem” a „Warszawą” eksponowana jest twórczość graficzna, którą zajmował się w obu miastach.

Jednak żeby Canaletto mógł cokolwiek stworzyć, najpierw musiał się urodzić. Padło na Wenecję i 1721 r., ale nie przyszedł na świat jako Canaletto, tylko jako Bernardo Bellotto, a właściwie Bernardo Francesco Paolo Ernesto Bellotto. Nie dziwię się, że ciachnął liczbę imion o 75%, nie jest to najbardziej sprzyjająca towarzysko sytuacja, jeżeli przedstawienie się zajmuje tyle czasu, ile innym osobom wyrecytowanie połowy inwokacji z ”Pana Tadeusza”. Nawet jeśli ”Pan Tadeusz” powstanie dopiero wiek później.

Bernardo-Trzy-Imiona-Opuszczamy był czwartym z pięciorga dzieci zarządcy majątku Lorenza Antonia oraz Fiorenzy Domeniki z domu Canal. Jej ojcem był scenograf i autor dekoracji teatralnych Bernardo Canal, a bratem najsłynniejszy wenecki malarz wedut Giovanni Antonio Canal, zwany… Canalettem. Bo Canaletto to funkcjonujący od średniowiecza przydomek szlacheckiego rodu da Canal. 

Giovanni Antonio Canal, Santi Giovanni e Paolo i Scuola de San Marco
Giovanni Antonio Canal, Santi Giovanni e Paolo i Scuola de San Marco

Canalettów trzech

Bernardo Bellotto w 1735 r., mając zaledwie 14 lat, trafił do warsztatu starszego Canaletta, do którego 6 lat później trafi również jego młodszy brat, 16-letni Pietro, kolejny malarz w rodzinie. Pietro niecały rok później opuścił rodzinny dom, w ogóle opuści ogóle Włochy, i zaczął krążyć po Europie. W 1746 r. w Genui poznał swoją żonę, działał m.in. w Nantes, Lille czy w Paryżu, ale ostatecznie osiedlił się w Tuluzie, gdzie pracował w miejscowej Akademii Królewskiej.

Jak przystało na mężczyzn z rodu Canal, Pietro malował najważniejsze miasta Europy, a także capricci. Korzystając z faktu, że był siostrzeńcem znanego we Francji artysty, funkcjonował jako le Sieur Canalety i Pietro Bellotti di Caneletty, ale też i jako Belloti, Belloty, Beloty lub Bellottit. Na bogato. Przeżył swojego brata o ćwierć wieku i zmarł w 1805 r.

Pietro Bellotti, brat Bernarda Bellotta zwanego Canalettem
Pietro Bellotti, brat Bernarda Bellotta zwanego Canalettem

Szczęśliwie podczas nauki w weneckim warsztacie wujka Pietro nie operował przydomkiem Canaletto, bo trzech tworzących w tym samym czasie Canalettów chyba nawet Wenecja by nie dźwignęła. Chociaż skoro dźwignęła Casanovę z jego 122 albo 148 kochankami (różne źródła różnie podają), to czym jest trzech tak samo nazywających się artystów. Swoją drogą zawsze dziwiło mnie przeżywanie podbojów Casanovy z tą dość skromną liczbą dam na koncie, na polskich dworach bardziej rozrabiali, sama Barbara Radziwiłłówna miała prawie 40 kochanków, a przynajmniej tylu się doliczono. A Zygmunt II August na pewno nie był bardziej wstrzemięźliwy od żony, chociaż dokładnie nie wiadomo, wokół jakiej liczby „sokołów” krążył  (serio król tak nazywał swoje flamy, Jagiellonowie to jednak mieli fantazje).

Weduty i wedutyzm, czyli malarstwo wedutowe

Zanim Pietro trafi do warsztatu wujka, Giovanni Antonio Canal poznał się na talencie Bernarda do malowania wedut, czyli miejskich pejzaży [wł. veduta – widok]. Wedutyzm wiąże się z XVIII w. oraz z Wenecją i są dwa rodzaje wedut: weduta realistyczna (obiektywna) oraz veduta ideata¸ weduta wymyślona (fantazyjna). Weduta realistyczna polega na jak najwierniejszym przedstawieniu rzeczywistości, bardzo precyzyjnym oddaniu miasta. Natomiast veduta ideata to wyidealizowana weduta nawiązująca do rzeczywistego pejzażu, który jednak zostaje „udoskonalony” poprzez dodanie budynków z innych miejsc albo całkowicie fikcyjnych elementów architektonicznych, tu domalujemy jakieś schodki, tam jakiś balkonik, tu łuczek triumfalny i tak to idzie. Taki Photoshop sprzed trzech wieków.

Może wydawać się dziwne wyskakiwanie w XVIII w. z „nowym” nurtem malowania krajobrazu miejskiego, skoro pejzaże od pradziejów są obecne w sztuce, nawet w sztuce weneckiej. Już w quattrocento, czyli we wczesnym renesansie, pojawiają się m. in. u Jacopa Belliniego czy Andrea Mantegni.

Andrea Mantegna, Modlitwa w Ogrójcu
Andrea Mantegna, Modlitwa w Ogrójcu

Jednak u nich architektura nie jest głównym bohaterem, tylko tłem dla ludzi, tak jest np. na obrazie „Modlitwa w Ogrójcu” Mantegni. A w wedutyzmie najważniejszy jest widok, to on ma zgarniać cały aplauz i splendor. Często wedutom towarzyszy sztafaż – ludzie mogą plątać się po płótnie, czemu nie, ale tym razem to oni są „tłem” dla pejzażu, mają jedynie go ożywić (stąd nazwa sztafaż: niem. Staffage od ausstaffieren, przyozdabiać).

Caspar van Wittel, Widok na Santa Maria della Salute, Wenecja, wejścia do Canal Grande
Caspar van Wittel, Widok na Santa Maria della Salute, Wenecja, wejścia do Canal Grande

Prekursorem wedutyzmu był działający głównie w Rzymie holenderski artysta Caspar van Wittel (1653-1736), który podczas pobytu w Wenecji najpierw szkicował miasto, a potem na podstawie rysunków, już nie spiesząc się ze złapaniem światła, malował obrazy. Pierwszym prawdziwym weneckim wedutystą był Luca Carlevaris (1663-1730), na którego duży wpływ wywarł van Wittel, a najsłynniejszym – wujek Bernarda Bellotta, czyli Giovanni Antonio Canal (1697-1768), na którego z kolei Carlevaris wywarł duży wpływ. I tak malarze na siebie wpływali, że wedutyzm sukcesywnie podbił Europę, po czym zmarł śmiercią naturalną w drugiej połowie XIX w.

Luca Carlevaris, Weduta Wenecji z Palazzo Ducale
Luca Carlevaris, Weduta Wenecji z Palazzo Ducale

Edukacja Canaletta u Canaletta

W pracowni wujka-wedutysty Bellotto zgodnie z ówczesnym systemem edukacji artystycznej po kolei przerobił wszystkie szczeble – najpierw zajmował się rysowaniem, później przygotowywanie akwafort, aż w końcu płócien olejnych. W 1738 r., w wieku 16 lat, wstąpił do cechu malarzy i kolejne cztery lata spędził na malowaniu oraz rysowaniu; do 1742 r. powstało około 20 przypisywanych mu wedut oraz 300 z zachowanych 564 rysunków.

Za czasów Bellotta normą było, że uczeń tłukł repliki obrazów mistrza, tym bardziej, że były bardzo chodliwe – już wtedy każdy turysta chciał mieć wedutę Wenecji jako suwenir. Nawet w XVIII w., mimo że nieboraczki nie mieli jeszcze Instagrama, funkcjonowali w myśl zasady „pics or it didn’t happen”, bez zdjęcia się nie liczy. Zdjęć też jeszcze nie mieli, więc musieli radzić sobie za pomocą obrazów nie w JPG, tylko w oleju.

Bernardo Bellotto, Rio dei Mendicanti i la Scuola di San Marco
Bernardo Bellotto, Rio dei Mendicanti i la Scuola di San Marco

To w tamtym okresie powstały obrazy Bellotta takie jak „Wenecja: górny bieg Canal Grande z widokiem na Santa Croce” (1738) „Rio dei Mendicanti i la Scuola di San Marco” (1741) czy – gwiazda wystawy – „Widok na Canal Grande: Santa Maria della Salute i Dogana z Campo Santaa Maria Zobenigo” (1743), jego pierwsza wielkoformatowa weduta, chociaż jeszcze powtarzająca kompozycję wujka. Mieniące się w słońcu wody Canale Grande, urokliwe mosty, imponujące budynki miejskie takie jak urząd morski Dogana, czarujące palazzi Foscari albo Flangini czy też przepiękne kościoły i człowiek od razu wie, że to Wenecja.

Bernardo Bellotto, Weneckie Capriccio z widokiem Santa Maria dei Miracoli
Bernardo Bellotto, Wenecja: górny bieg Canal Grande z widokiem na Santa Croce

Narodziny nr 2: Bernardo Bellotto zwany Canaletto

Jednak Bernardo, tak samo jak jego wujek i inni wedutyści, nie maluje łysych pejzaży miejskich, tylko zaludnia je tłumami wenecjan zajętych codziennymi czynnościami. Moim zdaniem Canaletto-uczeń przerósł Canaletta-mistrza w drobiazgowym przedstawianiu mieszkańców, jednak na bank to wujkowi zawdzięcza umiejętność obsługi urządzenia camera obscura. To dzięki owemu osprzętowi możliwe było jak najbardziej precyzyjne i realistyczne odtwarzanie budynków, ale przede wszystkim – dzięki szkłom powiększającym – korygowanie widoków perspektywicznych. Czyli coś takiego, co dziś, za pomocą rozsunięcia palców, robimy jednym ruchem na smartfonie.

Na wystawie Bellotta w Zamku Królewskim, w sali dydaktycznej poświęconej perspektywie, znajduje się camera obscura, tak że można przyjrzeć się i złoży wyrazy uznania za to, że dzięki niej dziś możemy zachwycać się obrazami Canaletta. To znaczy obrazami Canaletta możemy zachwycać się głównie dzięki Canaletcie, ale camera obscura też miała w tym swój udział.

Bellotto stał się Canalettem (młodszym) już na początku lat 40. Wówczas prawie 20-letni Bernardo, jako że siłą rzeczy nie miał jeszcze wyrobionej własnej marki, twardo podpisywał się „BERNARDO BELLOTTO / DT. IL CANALETTO”, podpierając się i nazwą warsztatu, w którym się uczył, i nazwiskiem wujka, który był znany. Zawsze lepiej być znanym pod znanym nazwiskiem niż być nieznanym pod nieznanym nazwiskiem albo nieznanym pod znanym nazwiskiem. Chociaż najlepiej zostać znanym pod nieznanym nazwiskiem, które stało się bardzo znane.

Kaprys malarza: capriccio

W międzyczasie nieznany Canaletto junior razem ze znanym Canalettem wujkiem podróżował po Wenecji, wzdłuż Riviera del Brenta, i dalej, do Padwy, a stworzone wówczas rysunki w przyszłości posłużą jako modele dla capricci. Capriccio [wł. zachcianka, wybryk, kaprys], zwany również fantazją architektoniczną, to wymyślony przez artystę pejzaż miejski. Capriccio w malarstwie jest odpowiednikiem funkcjonującego w literaturoznawstwie terminu licentia poetica Seneki, czyli niczym nieskrępowanej poetyckiej swobody wypowiedzi. Tak samo w capriccio artysta ma niczym nieskrępowaną swobodę w przedstawianiu, może malować z wyobraźni nieistniejące budynki, bo taki ma kaprys.

Gdybym miała w pięciu słowach zdefiniować capriccio, powiedziałabym, że jest to veduta ideata do potęgi miliardowej. Veduta ideata opiera się na rzeczywistej sytuacji, natomiast capriccio jest całkowicie odleciały. Idzie krok dalej niż veduta ideata, ponieważ przedstawia taką kombinację budynków, która w rzeczywistości nigdy i nigdzie nie stała. „Capriccio jest dziełem sztuki wywodzącym się z nagłej wyobraźni autora”, jak to pięknie podsumował Filippo Baldinucci, florencki XVII-wieczny historyk sztuki, polityk i malarz, który w innym miejscu dodaje, że capriccio wywodzi się również z marzeń sennych. Tak czy siak sami widzicie, że z rzeczywistości capriccio się nie wywodzi, ale z pewnością wywodzi się z Włoch.

Bernardo Bellotto, Weneckie Capriccio z widokiem Santa Maria dei Miracoli
Bernardo Bellotto, Weneckie Capriccio z widokiem Santa Maria dei Miracoli

Capriccio: prawdziwa historia

Tak jak wedutyzm łączy się z XVIII w. i Wenecją, tak capriccio z XVII w. i Rzymem. Bo chociaż pojawił się już w renesansie, prawdziwą popularność zdobył w baroku, w którym w malarstwie budynki, ruiny i inne elementy architektoniczne łączono w zadziwiających kombinacjach. Capriccio może przedstawiać ludzi, ale – tak samo jak w weducie – nie są oni głównym tematem.

Duży wpływ na rozwój capriccio w  XVII w. miał malarz Alessandro Salucci, któremu, w przeciwieństwie do tworzących w Rzymie holenderskich i flamandzkich artystów dążących do jak najbardziej galopującego realizmu w przedstawianiu pejzaży miejskich, w ogóle nie chodziło o realistyczne przedstawienie. Alessandro w najlepsze miksował autentyczne antyczne budynki z elementami „z głowy”, bo liczył się dekoracyjny, teatralny efekt, a nie nudne 1:1 oddanie rzeczywistości. W tym celu na przykład radośnie „przestawiał” pomniki tak, żeby pasowały mu do kompozycji. Kto bogatemu zabroni.

Alessandro Salucci i Jan Miel, Capriccio przedstawiający Łuk Konstantyna, Koloseum i Santa Maria in Cosmedin
Alessandro Salucci i Jan Miel, Capriccio przedstawiający Łuk Konstantyna, Koloseum i Santa Maria in Cosmedin

Drugim barokowym artystą, który spopularyzował capriccio, był działający w Rzymie oraz Neapolu Viviano Codazzi, potem pojawiali się coraz to nowi „rozkapryszeni” malarze. Co jest zrozumiałe, bo na boom na capricci w XVII-wiecznych Włoszech miała wpływ zmiana na rynku sztuki persony klienta: z „committente” (zamawiający; klient zamawia i kupuje) na „acquirente” (kupujący; klient nie zamawia, tylko kupuje to, co artysta namalował). Mówiąc prościej: pa, pa, malowanie na zamówienie, witaj, malowanie wedle własnego widzimisię.

Viviano-Codazz-Capriccio-z-lukiem-i-scena-rodzajowa
Viviano Codazz, Capriccio z łukiem i sceną rodzajową

Północne Włochy. Podróż artystyczna

We Włoszech Bellotto namalował prawie 12 capricci, na wystawie można zobaczyć pochodzące z lat 1743-1746 „Weneckie Capriccio z widokiem Santa Maria dei Miracoli”, „Capriccio z widokiem z Laguny Weneckiej”, „Capriccio z ruinami łuku triumfalnego nad brzegiem laguny”, „Capriccio rzymskie z widokiem Koloseum” czy też „Capriccio z ruinami świątyni rzymskiej”.

Bernardo Bellotto, Capriccio rzymskie z widokiem Koloseum
Bernardo Bellotto, Capriccio rzymskie z widokiem Koloseum

Jednak zanim Bernardo przysiadł do capricci, najpierw się ożenił: w listopadzie 1741 r. wziął ślub z Marią Elisabettą Pizzorno. Wiosną kolejnego roku udał się do Rzymu przez Florencję, Lukkę i Livorno – za namową wujka, ale w końcu bez wujka. W końcu, bo w czasie nauki powtarzał po nim ujęcia kanałów czy budynków, a teraz, podczas samotnej podróży, mógł malować miasta widziane swoimi oczami. A jak już zaczął je malować, to nigdy nie skończył. To znaczy skończył, jak umarł. Po śmierci nie malował, chyba, że o czymś nie wiemy.

Bernardo Bellotto, Widok Arno we Florencji w kierunku Ponte alla Carraia
Bernardo Bellotto, Widok Arno we Florencji w kierunku Ponte alla Carraia

Namalował 16 wedut Rzymu, po czym wyruszył w dalszą podróż. W latach 1744-1745 poznawał północne Włochy i co wylądował w jakimś mieście, to strzelał wedutę, stąd miał na koncie 20 pejzaży Werony, Lombardii oraz Piemontu (jak nic szedł szlakiem moich rejonów narciarskich).

Pietro Guerienti i pierwsza biografia Bernarda Bellotta

Prawdopodobnie w Weronie poznał historyka sztuki Pietra Guarientiego, któremu zawdzięczamy pierwszą biografię Bellotta. Owa biografia znajduje się w opublikowanym w 1753 r. aneksie o malarzach-wedutystach do wydanego w 1704 r. „Abecedario Pittorico” Pellegrina Antonia Orlandiego. Chociaż książka nazywała się „Abecadło malarstwa”, w rzeczywistości był to słownik biograficzny obejmujący kilka tysięcy malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Nie mam pojęcia, dlaczego Orlandi nie nazwał swojej publikacji „Abecadło artystów” albo „Abecadło sztuki”, może nie chciał przestraszyć ogromem informacji potencjalnych czytelników czy coś.

Pellegrino Antonio Orlandi, becedario Pittorico, Abecadło malarstwa
Pellegrino Antonio Orlandi, becedario Pittorico, Abecadło malarstwa

W aneksie do pracy Orlandiego szczerze rozochocony Guarienti napisał o Canaletcie, że „żaden ze współczesnych [malarzy] nie dorównał mu w sztuce kopiowania i fałszowania prawdy z taką perfekcją” i że „genialnie przedstawiał [miejskie pejzaże], a wszystko to z godną podziwu harmonią kolorów i świateł”. W dalszej części elaboratu nakręcał się coraz bardziej: „wielki plac S. Marco (…) namalowany [przez Canaletta] z taką dokładnością i sztucznością, że oko myli się i naprawdę myśli, że widzi prawdziwy, a nie namalowany” plac. Bardzo chciałabym dysponować takim okiem, które myśli, mogłabym czasami odciążyć mózg, jakie to byłoby wygodne.

W Turynie weduta nie zginie

Genialne przedstawiający Bellotto, podążając moim szlakiem narciarskim, w 1745 r. trafił do Turynu i pracował dla Karola Emanuela III, księcia Sabaudii i króla Sardynii (tego samego, który wspierał w kolejce na polski tron Stanisława I Leszczyńskiego). Canaletto stworzył dla króla 2 turyńskie weduty: „Giovanni Antonio Canal, Santi Giovanni e Paolo i Scuola de San Marco” oraz „Stary most nad Padem w Turynie” (1745).

Bernardo Bellotto, Stary most nad Padem
Bernardo Bellotto, Stary most nad Padem

To wtedy Bellotto po raz pierwszy włączył do krajobrazu miejskiego elementy krajobrazu wiejskiego, takie jak np. urządzenie rolnicze napędzane koniem niemechanicznym (mówiłam, że zaczął malować miasta widziane swoimi oczami), poniekąd jest to zasługa Karola Emanuela III, ponieważ rzecz miała miejsce na jego dworze.

Bernardo Bellotto, Stary most nad Padem, detal karocca
Bernardo Bellotto, Stary most nad Padem, detal

Za czasów tego króla na dworze w ogóle sporo się działo: ograniczono wolność prasy (niedobrze, bo piemonccy pisarze, intelektualiści i naukowcy byli zmuszeni publikować zagranicą) oraz kolekcjonowano dzieła sztuki (bardzo dobrze, bo odziedziczone po przodkach zbiory Karol Emmanuel III solidnie rozbudował, w efekcie czego Galleria Sabauda w Turynie stała się największą we Włoszech kolekcją malarstwa flamandzkiego i holenderskiego z XVI i XVII w.) Tak więc praca dla Karola Emmanuela III była wielkim wyróżnieniem i wywindowała Canaletta bardzo wysoko w rankingu europejskich wedudystów.

Bernardo Bellotto, Widok na Turyn w pobliżu Pałacu Królewskiego
Bernardo Bellotto, Widok na Turyn w pobliżu Pałacu Królewskiego

Drezno po raz pierwszy

Do końca nie wiadomo, dlaczego Bellotto w 1747 r. zdecydował się opuścić Wenecję. Powodów wyjazdu mogło być kilka. Z jednej strony śmierć trójki dzieci (i to w ciągu czterech lat!!) na pewno sprawiła, że państwu Bellotto Wenecja nie kojarzyła się najlepiej, a z drugiej strony artysta zdawał sobie sprawę, że szalonej kariery to on w Wenecji już raczej nie zrobi, tym bardziej, że skończyły się czasy prosperity malarzy wedut. Tak czy inaczej w lipcu 1747 r. Bernardo z żoną Marią Elisabettą i 5-letnim synkiem Lorenzem na zawsze opuścili rodzinne miasto i udał się do Drezna, stolicy Saksonii, a także rezydencji elektora saskiego i króla Polski Augusta III.

Jednak nie jechał w ciemno. Prawdopodobnie dzięki wsparciu dwóch wenecjan: Pietra Guarientiego, dyrektora Galerii Królewskiej w Dreznie, oraz Francesca Algarottiego, pisarza, fizyka, matematyka, filozofa, krytyka i kolekcjonera sztuki (tak, to jedna osoba), Bellotto został zaproszony przez Augusta III do objęcia stanowiska nadwornego malarza z roczną pensją w wysokości 1750 talarów. Widać, że z nim się liczono, bo w porównaniu do zarobków innych artystów pracujących dla Wettynów zaproponowano mu astronomiczną kwotę.

Przy okazji wystawy „Splendor władzy. Wettynowie na tronie Rzeczypospolitej” w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, nad którą objęłam patronat medialny, pisałam, że August II Mocny i August III bardzo dbali o kulturę, sztukę i architekturę. Zgromadzone przez nich dzieła stanowiły jedną z najbardziej wow-kolekcji w XVIII-wiecznej Europie. Wettynowie doszli do wniosku, że bazując na sztuce, spokojnie można zbudować́ „splendor” władzy saskiego dworu i wykorzystać́ go do celów PR-owych oraz politycznych. A August III miał szczególne ciągoty do współczesnego malarstwa weneckiego, w czym kibicował mu pierwszy minister i główny doradca króla, Heinrich von Brühl.

Zresztą to była miłość obustronna, bo August III kibicował mu w innych obszarach, dlatego Brühlowi, jako pupilkowi króla, podlegał Tajny Gabinet, naczelny organ władzy, poza tym był m.in. naczelnym dyrektorem podatkowym, generalnym dyrektorem akcyzy, wyższym dyrektorem deputacji obrachunkowej, generalnym komisarzem do wrót Morza Bałtyckiego, głównodowodzącym saską kawalerią w Polsce, generałem piechoty saskiej oraz generałem artylerii koronnej. Jestem ciekawa, czy Brühl-Obskoczę-Wszystkie-Saskie-Stanowiska miał w ogóle jakichś przyjaciół. Myślę, że wątpię.

Splendor-wladzy-Wettynowie-na-tronie-Rzeczypospolitej-Louis-de-Silvestre-Fryderyk-August-II-przyszly-krol-August-III
Louis de Silvestre, Fryderyk August II, przyszly król August III

Weduty drezdeńskie, czyli niezła bajera Canaletta

W owych czasach do Drezna ciągnęły jak muchy do miodu albo ja do pomarańczowego wina watahy malarzy, rzeźbiarzy, architektów, scenografów i innych freelancerów. Z jednej strony dlatego, że to tu już w 1680 r., dzięki elektorowi Johanowi Georgowi III Wettynowi, otworzono pierwszą w krajach niemieckich Szkołę dla Rysowników i Malarzy, a z drugiej – że August III, tak jak ściągnął do miasta Canaletta, tak ściągał innych słynnych w Europie artystów.

Bernardo Bellotto, „Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu Augusta"
Bernardo Bellotto, „Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu Augusta”

Pierwszym obrazem namalowanym dla króla już w pierwszym roku pobytu było „Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu Augusta”, na którym Canaletto umieścił siebie siedzącego elegancko i szkicującego miasto. Było to świetnym posunięciem wizerunkowym, bo przekaz był czytelny: proszę króla, niech król pamięta, że nikt tak wiernie nie odda Drezna jak ja, nikt. Rok później Bellotto namaluje dla równowagi „Drezno z prawego brzegu Łaby poniżej mostu Augusta” (1748) z  będącym w budowie Kościołem Dworskim. A najlepsze jest to, że obecnie to miejsce na Google Maps nazywa się Widok Canaletta i jest oznaczone jako punkt widokowy.

Bernardo Bellotto, Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu August, autoportret
Bernardo Bellotto, Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu August, autoportret

Canaletto namalował dla króla kilka cykli wedut drezdeńskich, a główny, liczący 14 obrazów, który na stałe znajduje się w Galerii Obrazów Starych Mistrzów w Dreźnie, powstał do 1754 r. Z tego cyklu kopie 13 obrazów wykonał specjalnie dla hrabiego Brühla. Nie dziwię się, że obrazy Bellotta cieszyły się taką popularnością, bo oprócz tego, że idealnie ukazywały imponującą architekturę miasta-rezydencji, które dzięki gmachom i rzece przypominało trochę Wenecję (zresztą był taki pomysł, żeby upodobnić Łabę do weneckiego Canal Grande), to jeszcze pokazywały zwykłe życie jego mieszkańców. Część sytuacji Canaletto malował z natury, a część wymyślał, jednak nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ ludzie na jego obrazach zachowują się naturalnie (nie ma na przykład postaci stojących na głowie albo jedzących sushi).

Bernardo Bellotto, Nowy Rynek w Dreźnie
Bernardo Bellotto, Nowy Rynek w Dreźnie

Dwie twierdze: Pirna i Königstein

Na szczęście artysta czasem ruszał się znad Łaby i malował inne rejony miasta, między innymi „Nowy Rynek w Dreźnie od strony Moritzstrasse” (1750), „Dawny Kościół Św. Krzyża w Dreźnie” (1751), którego i obraz, i szkic znajdują się na wystawie w Zamku Królewskim w Warszawie,  czy też „Dawną fosę Zwingeru w Dreźnie” (1751/1752).

To właśnie w Zwingerze odbyło się wesele Augusta III i Marii Józefy Habsburg, jedna z najdroższych i najbardziej spektakularnych imprez w baroku, chociaż party miało dużą konkurencję, bo to nie była epoka minimalizmu. Salę bankietową w pałacu przerobiono na kopalnię srebra, a na wesele zaproszono 800 gości, którzy balowali przez kilka tygodni, zjedli tony jedzenia, w tym ponad 500 jeleni zwiezionych z Puszczy Białowiejskiej. Nic dziwnego, że to za panowania Augusta III powstało powiedzenie: „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa!”

Bernardo Bellotto, Dawna fosa Zwingeru w Dreźnie
Bernardo Bellotto, Dawna fosa Zwingeru w Dreźnie

Niezależnie od tego, czy Canaletto popuszczał pasa, czy nie, rozkręcił się i ruszył dalej, poza Zwinger, i jeszcze dalej, poza Drezno. W latach 1753-1756 stworzył cykl 11 wedut Pirna, miasteczka, które również leżało nad Łabą, ewidentnie miał melodię do wody, wenecjanin może opuścić Wenecję, ale Wenecja nigdy nie opuści wenecjanina. I tym razem –  jak w przypadku cyklu wedut drezdeńskich –   Bellotto wykonał dla Brühla reprodukcje większości wedut pirneńskich. Na wystawie w Zamku Królewskim można podziwiać obrazy „Rynek w Pirnie” (1753-1754) oraz „Widok z twierdzy Sonnenstein na Pirnę” (1754-1755).

Po Pirnie przyszła kolej na weduty następnej twierdzy: Königstein. Jednak ledwo Canaletto zdążył wykonać parę szkiców, w 1756 r. wybuchła siedmioletnia wojna. W związku z tym, że Pirna i Königstein były głównymi obszarami walk prusko-saksońskich, malarz musiał ewakuować się z fortecy, której finalnie stworzył tylko 5 wedut, i to w późniejszym czasie (w latach 1757-1758). Na wystawie „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” prezentowane są dwie z nich: „Twierdza Königstein – dziedziniec z Domem Studziennym” oraz „Twierdza Königstein – dziedziniec z zamkiem Magdalenenburg”.

Bernardo Bellotto, Twierdza Königstein - dziedziniec z zamkiem Magdalenenburg
Bernardo Bellotto, Twierdza Königstein – dziedziniec z zamkiem Magdalenenburg

Bawaria po raz pierwszy i Wiedeń

Niestety za owe weduty nie otrzymał wynagrodzenia od króla, bo gdy Saksonia została zaatakowana przez Prusy, jego dobrodziej August III kapitulował w Pirnie i z całym dworem zwiał do Warszawy. Nagle sytuacja finansowa Bellotta uległa dramatycznemu pogorszeniu, tak więc nadszedł czas, żeby opuścić Drezno. Co też artysta uczynił na przełomie 1758 i 1759 r.

W 1758 r. Bellotto wyjechał do Bayreuth w Bawarii, a trafił tam prawdopodobnie z polecenia architekta i scenografa nazywającego się bardzo melodyjnie Giuseppe Galli da Bibiena, którego poznał Dreźnie. Jednak Canaletcie z Bawarią najwidoczniej nie było po drodze, zupełnie nie mógł znaleźć pracy, toteż na początku 1759 r. zainstalował się w Wiedniu. I to był strzał w dziesiątkę, bo zaczął pracować dla dwóch książąt – Wenzela Antona von Kaunitz-Riedberg i Józefa Wenzela von Liechtenstein – a później dla cesarzowej Marii Teresy. No nie najgorzej się ustawił.

Bernardo Bellotto, Freyung od strony północno-zachodniej, Wiedeń
Bernardo Bellotto, Freyung od strony północno-zachodniej, Wiedeń

To w owym czasie zaczął umieszczać na wedutach pałacowych bardzo szczegółowe i wyrafinowane portrety klientów, w porównaniu do nich weneckie były toporne jak chodaki. Innymi słowy: zaczął malować ludzi równie precyzyjnie, co budynki. Na wystawie eksponowanych jest kilka obrazów powstałych do 1761 r., między innymi jedna z moich najulubieńszych prac Canaletta, czyli „Freyung od strony północno-zachodniej”, a poza tym „Wiedeń widziany z górnego Belwederu”, „Kościół św. Karola Boromeusza w Wiedniu” oraz „Cesarska letnia rezydencja, dziedziniec”. Trudno powiedzieć, ile w owym okresie Bellotto namalował obrazów, ale prawdopodobnie 13. Wychodzi na to, że skoro przebywał w Wiedniu nieco ponad dwa lata, to każdy obraz malował 6 do 8 tygodni. Miał chłopina tempo.

Bernardo Bellotto, Cesarska letnia rezydencja, dziedziniec
Bernardo Bellotto, Cesarska letnia rezydencja, dziedziniec

Monachium. Bawaria po raz drugi

Podczas pobytu w Wiedniu na Canaletta spadł grom z habsburskiego nieba: dowiedział się, że jego drezdeńskie mieszkanie i pracowania zostały zbombardowane, na szczęście rodzinie nic się nie stało. Jednak w wyniku zniszczenia obrazów, rysunków, matryc i 2040 odbitek widoków drezdeńskich, artysta był 50 tysięcy (!!) talarów do tyłu. A wiecie, ile rocznie zarabiał.

Odbitki to nie jest pierwsze, co kojarzy się z Canalettem, jednak w swoim życiu stworzył 37 grafik. Jeszcze w Wenecji w pracowni Giovanniego Antonia Canala nauczył się rytowania, z tego czasu zachowało się kilka akwafort inspirowanych pracami wujka, jednak najwięcej ich natrzaskał w Dreźnie („Widok Drezna z galerią, ogrodem hrabiego Brühla” z 1747 r. czy „Widok Drezna – Nowe Miasto i Pałac Japoński” z 1748 r.). A trzaskał je na zamówienie dworu Augusta III i całkiem nieźle na tym zarabiał.

Bernardo Bellotto,  Widok Drezna – Nowe Miasto i Pałac Japoński oraz Widok Drezna z galerią, ogrodem hrabiego Brühla i mostem Augusta
Bernardo Bellotto, Widok Drezna – Nowe Miasto i Pałac Japoński oraz Widok Drezna z galerią, ogrodem hrabiego Brühla i mostem Augusta

Zniszczenie matryc był wielkim ciosem w jego finanse i Bellotto już nigdy nie będzie zajmował się grafikami na tak dużą skalę. Tylko na chwilę powróci do tego zajęcia w latach 70. w Warszawie, tworząc dla króla Stanisława Augusta Poniatowskiego trzy akwaforty nawiązujące do kompozycji z wedut warszawskich („Widok placu przed kościołem Bernardynów w Warszawie”, „Widok Warszawy od strony Pragi” i „Widok Warszawy z pałacem Ordynackim”). I tyle.

Bernardo Bellotto, Widok placu przed kościołem Bernardynów w Warszawie
Bernardo Bellotto, Widok placu przed kościołem Bernardynów w Warszawie

Drezno po raz drugi

Jednak na razie mamy rok 1761 r. i po dwóch latach w Wiedniu Canaletto ponownie trafia do Bawarii, z którą tym razem jest mu bardzo po drodze, ponieważ przyjechał na zaproszenie Maksymiliana III Józefa Wittelsbacha. A że żoną elektora Bawarii była Maria Anna Zofia Wettyn, córką Augusta III, to tak naprawdę kolejny raz Bellotta ściągnęli Wettynowie. Jednak malarz w Monachium się nie nasiedział, bo pod koniec roku wrócił do ogarniętego wojną Drezna.

Ale to nie było już to samo miasto, które opuścił 3 lata wcześniej. Aktualny zatrważający wygląd Drezna oddają dwa obrazy, które Canaletto namalował po powrocie: „Zniszczone przedmieście Pirneńskie” oraz „Ruiny kościoła Świętego Krzyża”. Tego samego kościoła, który 10 lat temu uwiecznił jako jeden z najbardziej spektakularnych drezdeńskich budynków.

Bernado Bellotto, Ruiny kościoła Świętego Krzyża
Bernado Bellotto, Ruiny kościoła Świętego Krzyża, detal

Jakby tego wszystkiego było mało, w 1763 r. zmarli król August III i Heinrich von Brühl. Bellotto stracił swoich najważniejszych popleczników, a ich następcy nie byli już takimi fanami jego malarstwa, w ogóle nie byli fanami tego typu malarstwa. Co prawda wojna siedmioletnia się skończyła, ale nikt nie chciał zamawiać wedut zrujnowanego miasta, faktycznie, sam szał, zgliszcza i ruiny, prawdziwie kojący widok przy porannej kawce. Canaletto nie poddawał się i w 1762 r. najpierw przerzucił się na alegorie, a ostatecznie wrócił do capricci.

Bernardo Bellotto, Alegoria Inclinata resurgit
Bernardo Bellotto, Alegoria Inclinata resurgit

Jednak w porównaniu do wcześniejszych prac, stworzonych jeszcze we Włoszech w latach 40., teraz przedstawiał o wiele bardziej fantazyjne budynki z oszałamiającymi schodami i arkadami pełne ludzi z różnych warstw społecznych – w Zamku Królewskim można zachwycić się szkicem „Fantazja architektoniczna ze schodami pałacowymi” do obrazu „Capriccio architektoniczne ze schodami pałacowymi wiodącymi do parku” czy też szkicem „Fantazją architektoniczną – kościół kopułowy z galeriowym dziedzińcem i schodami”. Fantastyczne te fantazje.

Nie wchodzi się dwa razy do tego samego Drezna

W 1764 r. Bellotto zostaje zatrudniony jako wykładowca perspektywy w Akademii Sztuk Pięknych, ale, w porównaniu do tego, ile zarabiał na dworze Augusta III, jego pensja jest trzy razy niższa i wynosi zaledwie 600 talarów. Chociaż drugie 600 talarów dostaje od księżnej Marii Antonii,  wdowy po królewiczu Fryderyku Krystianie i synowej Augusta III, Canaletto – mimo produkowania capricci – cienko przędzie.

W owym okresie, czyli w 1765 r., powstają „Capriccio z klasycznymi i starożytnymi motywami oraz budynkami Drezna”, „Architektura fantastyczna z Chrystusem wypędzającym przekupniów ze świątyni” czy jeden z najciekawszych obrazów Bellotta – „Architektura fantastyczna z autoportretem malarza w stylu weneckiego patrycjusza” (na wystawie towarzyszą mu szkice). Tak jak lata temu umieścił swój wizerunek na obrazie „Drezno z prawego brzegu Łaby powyżej mostu Augusta”, umieszczając tym samym subtelny przekaz podprogowy kierowany do Augusta III (pamiętacie: „proszę króla, niech król pamięta, że nikt tak wiernie nie odda Drezna jak ja, nikt”), tak i tym razem chciał przedstawić siebie jako artystę o fenomenalnym warsztacie oraz obracającego się wśród najwyższych warstw społecznych. Proszę króla (albo proszę cesarzowej), niech król (albo cesarzowa) pamięta i tak dalej.

Cesarzowa, bo niewiele później, w 1766 r., Canaletto dostał w Akademii pozwolenie na 9-miesięczny wyjazd do Petersburga i planował znaleźć pracę na dworze Katarzyny II. Jednak do tego celu potrzebował listów polecających od wybranego trzy lata temu króla Polski Stanisława Augusta, które to listy miał mu załatwić nadworny malarz Marcello Bacciarelli, więc najpierw musiał wyruszyć do Warszawy. Po prawie 20 latach w Dreźnie – z wojenną przerwą na Wiedeń i Monachium – Bellotto postanowił po raz kolejny opuścić miasto. Tym razem wyszło mu to dokumentnie, bo do Warszawy miał wpaść tylko na chwilkę w drodze do Petersburga, a został do końca życia. Jak to się mówi – chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach albo: „na chwilę”, czyli nie ma nic trwalszego od prowizorki.

Viviano-Codazz-Marcello Bacciarelli, Potret aktorki Anny LampelCapriccio-z-lukiem-i-scena-rodzajow
Marcello Bacciarelli, Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego w szatach koronacyjnych

A więc Warszawa

W Warszawie Stanisław August Poniatowski, który lubił malarstwo włoskie, a szczególnie weneckie, zaoferował Canaletcie posadę na dworze. Malarza skusiło wyższe wynagrodzenie niż miał w tej nieszczęsnej drezdeńskiej Akademii oraz ekstra finanse na mieszkanie, transport, a nawet opał (jeszcze tyle karty Multisportu brakowało). Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że w artystycznej stajni króla było mnóstwo Włochów, a Bellotto był raczej ujemnie utalentowany językowo. W następnym roku, czyli w 1768 r., wkrótce po tym, jak został oficjalnym nadwornym malarzem, ściągnął do Warszawy resztę rodziny.

Elewacja wschodnia i zachodnia pałacu Ujazdowskiego. Rysunki pomiarowe z pierwszego ćwierćwiecza XVIII w. Saskie K.G.A. W Dreźnie, negatyw I.S. PAN
Elewacja wschodnia i zachodnia pałacu Ujazdowskiego. Rysunki pomiarowe z pierwszego ćwierćwiecza XVIII w. Saskie K.G.A. W Dreźnie, negatyw I.S. PAN. Fot. archiwum.u-jazdowski.pl

Pierwszym zleceniem dla Bellotta było udekorowanie Zamku Ujazdowskiego w Warszawie, który Stanisław August kilka lat wcześniej kupił od Lubomirskich i który w latach 1766-69 przebudowywał na swoją rezydencję. Wcześniej do dekoracji był zatrudniony inny nadworny malarz króla, właśnie Marcello Bacciarelli, autor ponad 200 obrazów, w tym cyklu historycznego mieszczącego się w Sali Rycerskiej Zamku Królewskiego w Warszawie.

W 1766 r. na polecenie króla, w tymże Zamku, przy swojej pracowni, Bacciarelli założył Malarnię Królewską pełniącą rolę akademii sztuk pięknych, ponieważ prawdziwej tego typu placówki w Polsce jeszcze nie było. W zarządzanej przez niego szkole był bardzo wysoki poziom, co zapewniała doskonała kadra – uczył w niej m.in. Jan Piotr Norblin, ojciec polskiego malarstwa rodzajowego i doskonały rysownik, a w przyszłości oficjalny kronikarz-ilustrator powstania kościuszkowskiego.

Jan Piotr Norblin, Targ na konie na ul. Królewskiej w Warszawie
Jan Piotr Norblin, Targ na konie na ul. Królewskiej w Warszawie

Canaletto i Zamek Ujazdowski. Budujesz, remontujesz, dekorujesz

W każdym razie Marcello Bacciarelli był zajęty projektami związanymi z Zamkiem Królewskim i Łazienkami Królewskimi, a dekorowaniem Zamku Ujazdowskiego teraz miał zająć się Canaletto w duecie ze swoim synem Lorenzem. Niestety z fresków i malowideł plafonowych jego autorstwa zachował się jedynie prezentowany na wystawie „Projekt plafonu”.

Oprócz malowideł ściennych do znajdującego się na parterze skrzydła od strony Wisły pomieszczenia zwanego „sala terrena”, Bellotto miał przygotować dekorację do Pokoju Audiencjonalnego mieszczącego się z kolei na pierwszym piętrze. I przygotował 16 prac przedstawiających starożytny Rzym według szalenie popularnego wówczas cyklu akwafort „Vedute di Roma” [Weduty Rzymu] Giovanniego Battisty Piranesiego, jako pierwszy powstał „Widoku Kapitolu z kościołem Santa Maria in Aracoeli”.

Bernardo Bellotto, Projekt plafonu
Bernardo Bellotto, Projekt plafonu

Poza cyklem rzymskim w Pokoju Audiencjalnym miały zawisnąć trzy weduty warszawskie, które artysta zaczął malować w 1770 r.: „Krakowskie Przedmieście od Kolumny Zygmunta”, „Widok Warszawy z pałacem Ordynackim” i „Widok Warszawy od strony Pragi”. W tym samym roku umiera syn Canaletta, koncepcja udekorowania Zamku Ujazdowskiego także umiera, ponieważ król zrezygnował z babrania się z tym budynkiem i postanowił skupić się na zmodernizowaniu wnętrz Zamku Królewskiego oraz Łazienek.

Zamek Królewski w Warszawie. Sala Canaletta

Stanisław August wymyślił, że owe weduty zawisną w Zamku Królewskim, w Przedpokoju Senatorskim, zwanym również Salą Prospektową, a dziś Salą Canaletta. Pomieszczenie w latach 1775-1777 zostało przebudowane przez nadwornego architekta Domenica Merliniego (zgadnijcie, jakiej był narodowości) i król stwierdził, że idealnie nadaje się na salę widokową. Na ścianach była biało-złota boazeria przygotowana pod obrazy w trzech formatach i pod koniec 1777 r. zainstalowano na niej 22 obrazy Bellotta: 10 wedut rzymskich oraz 12 warszawskich, w tym pierwszą wersją „Elekcji Stanisława Augusta na Woli”. To znaczy nie to, że tych elekcji było kilka, tylko wersji obrazów.

Bernado Bellotto, Elekcja Stanisława Augusta na Woli
Bernado Bellotto, Elekcja Stanisława Augusta na Woli

W ciągu następnych trzech lat Canaletto malował już pod konkretne miejsca na ścianie. Z biegiem czasu weduty Rzymu zostawały wypierane przez kolejne pejzaże Warszawy. Artysta umarł na udar mózgu w Warszawie w 1780 r. i w tym samym roku Przedpokój Senatorski został skończony: znajdowały się w nim wyłącznie 22 weduty Warszawy i Wilanowa (jedyna seria widoków miejskich Bellotta zachowana w oryginalnym układzie i miejscu!!). Ostatecznie w Sali Canaletta zawisła druga wersja „Elekcji Stanisława Augusta na Woli”, bo pierwszą, namalowaną w 1776 r., król sprezentował marszałkowi wielkiemu koronnemu Franciszkowi Rzewuskiemu. Bardzo żałuję, że nie jestem wielkim marszałkiem koronnym, też chciałabym dostać taki obraz.

Bernardo Bellotto, Sala Canaletta
Bernardo Bellotto, Sala Canaletta

Jeśli nie jesteście ciekawi, jak nazywały się weduty Warszawy, to możecie pominąć ten fragment i przeskoczyć dwa akapity niżej. A jeśli jesteście ciekawi, to teraz macie możliwość poznania obrazów o tytułach prosto jak z Grafiki Google. Drugiej szansy nie będzie.

Oto one:

Krakowskie Przedmieście od strony Bramy Krakowskiej, Kolumna Zygmunta III od strony zejścia do Wisły, Widok Warszawy od strony Pragi, Widok Warszawy z Pałacem Ordynackim, Krakowskie Przedmieście w stronę Placu Zamkowego, Widok łąk wilanowskich, Widok Pałacu Wilanowskiego od strony podjazdu, Widok Pałacu Wilanowskiego od strony parku, Widok Pałacu Wilanowskiego od strony południowej, Widok Pałacu Wilanowskiego od strony północno-wschodniej, Ulica Długa, Ulica Miodowa, Kościół Brygidek i Arsenał, Kościół Sakramentek, Plac Krasińskich, Krakowskie Przedmieście od strony Nowego Światu, Pałac Błękitny, Kościół Reformatów, Pałac Mniszchów, Plac Żelaznej Bramy, Kościół Karmelitów, Kościół Wizytek, Kolumna Zygmunta III od strony zejścia do Wisły z królem wizytującym spalone skrzydło zamku (obraz zaginiony) oraz Plac Żelaznej Bramy od strony koszar Mirowskich (równie zaginiony) i Plac Żelaznej Bramy od strony koszar Mirowskich (obraz zaginiony).

A teraz powtórzcie wszystkie tytuły.

Bernardo Bellotto, Krakowskie Przedmieście od strony Nowego Światu,
Bernardo Bellotto, Krakowskie Przedmieście od strony Nowego Światu,

I właśnie Sala Canaletta, najbardziej warszawska sala w całej Warszawie, jest salą zamykającą wystawę Canaletta. Opuszcza się ją, mając przed oczami najważniejsze budynki XVIII-wiecznej stolicy oraz jej już dawno nieżyjących mieszkańców.

***

A ja na wernisażu wystawy „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” postanowiłam wystąpić w kreacji, której pasek oraz torebka nawiązują do złotych, a skromnych ram obrazów. Wcześniej rozważałam sukienkę w kolorze wody w weneckich kanałach, ale stwierdziłam, że tym razem o dziwo aż tak nie (po)płynę.

Płynąć to ja mogę z opisem uczucia do Canaletta, jako że czuję do niego nieustanną miętę – jak każde warszawskie dziecko w podstawówce wielokroć byłam ciągnięta do Zamku Królewskiego w celu zachwycania się dokumentalistą stolicy oraz faktem, jak bardzo jego pełne szczegółów i wierne obrazy pomogły w rekonstrukcji niektórych budynków w Warszawie zrujnowanej przez Niemców podczas II wojny światowej.

Kamila Tuszyńska, Wernisażeria, Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza, Zamek Królewski w Warszawie
Ja na wernisażu „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” w Zamku Królewskim w Warszawie

Teraz i Wy możecie zachwycać się tymi dopieszczonymi i realistycznymi pejzażami miejskimi, macie na to czas aż do 8 stycznia 2023 r.

Wystawie „Bernardo Bellotto. W 300. rocznicę urodzin malarza” towarzyszy grubiutki katalog wydany w języku polskim i angielskim z esejami znawców twórczości Bellotta, z przygotowanymi przez kuratorów albo właścicieli (szczęściarze!!) obrazów notkami dotyczącymi niektórych prac. 

5 komentarzy

Zobacz też

5 komentarzy

Elzbieta Wycichowska 15 października 2022 - 6:02 am

Bardzo dziękuję Pani komentarz na temat życia i twórczości mojego ulubionego malarza zachwyciała mne

Odpowiedz
Wernisażeria 25 października 2022 - 10:24 pm

A ja bardzo dziękuję za tak przemiły komentarz i cieszę się, że się podoba. Miód na moje serce, wino na mój przełyk 🙂

Odpowiedz
Tadeusz 15 października 2022 - 5:15 pm

Wielki wykład, prawdziwe dzieło
sztuki pisanej, lekki w czytaniu,
Ze” Smaczkami „czyta się z uśmiechem
I zastanowieniem, dla nie profesjonalistów bardzo poznawczy.
Dziękuje za tę ucztę. 💯💗💌

Odpowiedz
Wernisażeria 25 października 2022 - 10:23 pm

Nawet nie wiesz, ile przyjemności zrobiłeś mi swoim komentarzem!! Bardzo się cieszę, bo bardzo chcę, żeby moje teksty były właśnie tak odbierane – jako wielki wykład podany w lekkiej formie. A już sformułowaniem „prawdziwe dzieło sztuki pisanej” to przedogodziłeś mi, dziękuję!!

Odpowiedz
Elżbieta 31 października 2022 - 4:54 pm

Niestety, część warszawska wystawy jest najsłabsza, wręcz niszczy cały efekt. Trudno nawet uznać, że jest to część wystawy malarstwa Canaletta, jest to jedna z sal Zamku, udekorowana obrazami. Brak dostępu do dzieł, do tego oświetlenie sali (odblaski) utrudniające ogląd tego, co dało się dostrzec, uniemożliwia obserwację i zachwyt nad precyzją i szczegółowością dzieł mistrza (pięknie Pani pisze o tym), czego mogłam doświadczyć na poprzedzających etapach wystawy: prace włoskie, drezdeńskie, wspaniałe grafiki (dla mnie zupełne odkrycie Mistrza!). Sala Canaletta wywołała we mnie jęk zawodu.
Nie wnikam w szczegóły montażu obrazów na ścianach sali, czy są demontowalne i jakim wysiłkiem, ale … aby uczcić 300-lecie urodzin Bellotta może warto byłoby warszawskie dzieła Mistrza wyeksponować jak przystało na wagę rocznicy i wielkość artysty. Pójdę dalej, może warto zrobić tak na stałe, a w Sali ulokować kopie?
Dziękuję za bardzo ciekawy wykład o Mistrzu i całej wystawie, a przy okazji dziękuję za wszystkie bardzo interesujące „Wernisażeriowe” posty na FB. Muszę przyznać, naprawdę zachęcają do odwiedzin.
Elżbieta

Odpowiedz

Napisz komentarz

Wernisażeria, oprócz wernisaży i wina, potrzebuje ciasteczek. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciasteczkom. Zgadzam się Więcej