Strona główna Felietony wernisażowe Malarstwo iluzjonistyczne i martwa natura

Malarstwo iluzjonistyczne i martwa natura

Wernisażeria
0 komentarz
chusta-w-kulturze-agnieszka-zak-sari

Chusta, malarstwo iluzjonistyczne, martwa natura i postkolonializm.

Wernisaż wystawy Agnieszki Żak “Chusta i ornament a kultura i tradycja”, Galeria Sztuki Wystawa.

„Przepraszam, że napisałem tak długi list, ale nie miałem czasu napisać krótszego” zaczął kiedyś swoją korespondencję Pascal, i dziś czuję się takim Pascalem internetu. Nie sądziłam, że wyjdzie mi tak długi felieton wernisażowy, więc musiałam go skrócić. O 75%. Możecie odetchnąć głęboko jak pranajamscy neofici, bo choć będzie w nim trochę o modzie to – jak zwykle – w kontekście wystawy. A bez niej niemożliwe byłoby pisać o wernisażu “Chusta i ornament a kultura i tradycja” Agnieszki Żak.

Galeria Sztuki Wystawa mieści się w zielonej, lekko omdlewającej części Żoliborza, w kamienicy, z której historii mało kto zdaje sobie spraw, tak samo jak istnienia… Żoliborza Magistrackiego. Znajduje się on przy Alei Wojska Polskiego, zaprojektowanej w latach 20. XX wieku przez architekta Antoniego Jawornickiego, który to był (współ)autorem najbardziej oszałamiających koncepcji w Warszawie, m. in. przebudowy Ratusza, Placu Teatralnego, Bristolu, Europejskiego, ukształtowania Osi Saskiej, a nawet otoczenia Pomnika Lotnika Edwarda Wittiga, jednego z pierwszych takich obiektów w Europie.

Według projektu Jawornickiego, Józefa Jankowskiego oraz Wacława Wekera przy Alei Wojska Polskiego miało powstać Miejskie Osiedle Drobnomieszkaniowe, czyli 16 budynków z tanimi lokalami. Ostatecznie w latach 1927-1929 zbudowano zaledwie 3 i w jednym z nich, pod numerem 29, mieści się Galeria Sztuki Wystawa.

https://wernisazeria.com/wp-content/uploads/2019/10/malarstwo-iluzjonistyczne-chusta-starozytna-agnieszka-zak

Jeden z moich ulubionych obrazów.: “Chusta starożytna”. Mam słabość do złota w każdej postaci.
Podobno “Kiedy przemawia złoto, elokwencja jest bezsilna”, ale od razu widać, że Erazm z Rotterdamu nie był kobietą, bo nie pisałby podobnych rzeczy. U mnie elokwencja nigdy nie jest bezsilna, a lubię, jak złoto do mnie mówi

Żoliborz Artystyczny oraz artystyczny Żoliborz nieartystyczny

Chusta w kulturze, ale i sama w sobie, jako obiekt, jest niezwykłym źródłem inspiracji, więc wernisażem, który ma to słowo w tytule, byłam podekscytowana jak otwarciem nowy restauracji z tajszczyzną. Chociaż mocno akademicki tytuł wystawy z zadeptanym, nieco archaicznym w tym kontekście spójnikiem „a” trochę mnie zniechęcał i sprawiał, że mi rzęsy opadały.

Ale postanowiłam pojechać, tym bardziej, że ruszam się w tamte rejony jedynie w ramach wizyt na Żoliborzu Artystycznym, nowym osiedlu pełnym sztuki poświęconej słynnym „żoliborzanom”. Jest m. in. rzeźba Kaliny Jędrusik autorstwa Maurycego Gomulickiego,  Jacka Żakowskiego i Zbyszka Kowalskiego czy neon Krzysztofa Komedy Rafała Dominka, syna Olgi Wolniak, odpowiedzialnej za opiekę artystyczną osiedla.

W kontekście wystawy Agnieszki Żak o Wolniak nie wspominam przypadkowo, ponieważ często, gdy widzę barwne i pełne ornamentów prace, które „oszukują” widza, mieszają porządki i zamieniają obiekty przestrzenne na dwuwymiarowe obrazy, myślę o twórczości właśnie tej artystki. Dywanów Olgi Wolniak nie położysz na podłodze, a chust Agnieszki Żak nie zawiążesz na szyi, bo nie są tkaninami, lecz obrazami.

Gdy weszłam do Galerii Sztuki Wystawa oniemiałam, widząc falujące i wylewające się z płócien chusty w najprzeróżniejszych wzorach i kolorach! Poczułam się jak dziecko w sklepie z cukierkami (albo dorosła na wyprzedażach na Moliera 2). Obrazy Agnieszki Żak są we wszystkich możliwych kształtach – są chusty w okręgu, prostokącie, pojawia się nawet jedna miniaturka w kwadracie. Sama w sobie piękna, ale ja nie uznaję (oprócz ego) niczego małego, bo mały obraz jest jak mały diament – nie sprawia mi żadnej przyjemności.

malarstwo-iluzjonistyczne

Jedna z dwóch czerwonych chust (lewa) Agnieszki Żak

Pani kłamie, czyli malarstwo iluzjonistyczne

Agnieszka Żak oszukuje, i to zawodowo, fundując nam trompe l’oeil. Po francusku termin ten oznacza „oszukiwanie oczu”, ale w języku polskim funkcjonuje jako malarstwo iluzjonistyczne (czy wspominałam już dziś, co myślę o polskich tłumaczeniach?).

Obrazy Agnieszki Żak są tak trójwymiarowe i hiperrealistycznie namalowane, że miałam ochotę „macać” te chusty.  Jako osoba, która ma gigantyczną, często uciążliwą na co dzień hiperestezję, byłam przeszczęśliwa, obcując z tymi obrazami. Słyszałam ich szelest, czułam ich zimno i fakturę materiału, gładkie przesuwanie się po skórze, mimo niedotykania prac.

https://wernisazeria.com/wp-content/uploads/2019/10/malarstwo-iluzjonistyczne-trzy-chusty

“Trzy chusty”, ale na pierwszy rzut oka jest ich więcej

Obrazy wyglądają, jakby artystka podrzucała chusty i malowała w chwili, gdy jeszcze nie zderzą się z powierzchnią i są, niczym muchy w bursztynach, na zawsze zatopione w wiecznym ruchu-nieruchu. Wspaniałe prace, bardzo bym chciała mieć jedną z takich „chust” na własność.

Chusta w kulturze, ornamenty oraz święte marki

Chusta w kulturze brzmi jak temat rozprawki, ale faktycznie nie ma społeczeństwa, które nie znałoby chusty. Stąd u Agnieszki Żak są nawiązania do tradycji różnych epok, pojawiają się starożytność i współczesność; w tym kultura indyjska, żydowska czy – nazwijmy to umownie – „europejska”.

Są chusty pojedyncze, chusty splecione, chusty jako część garderoby (sari), chusty stricte ozdobne (apaszki), a nawet chusty modlitewne (tałes). Chusty ze strefy sacrum i ze strefy profanum. Widząc tałesy, zawsze myślę o wernisażu Litewskiego Tałesu, czyli mocno poruszającym i opowiadającym o losach Żydów cyklu obrazów Evy Pohlke w Ambasadzie Republiki Litewskiej w Warszawie w 2014 roku.

chusta-w-kulturze-agnieszka-zak-tales

Tańczący “Tałes” Agnieszki Żak

W liturgii żydowskiej tałes to szal noszony przez dorosłych mężczyzn w czasie modlitwy i uroczystości. Tradycyjny wygląda jak u Żak, jest w kolorach flagi Izraela: biały z niebieskimi pasami oraz gwiazdą Dawida. „Tałes” był pionowym obrazem, który cały czas miałam ochotę przekręcić o 90 stopni. Wówczas, w poziomie, miałby moim zdaniem jeszcze większą siłę rażenia jako wieloznaczny opadający na ziemię (albo sięgający bruku) artefakt religijny.

Pojawia się również prostokątna chusta w drobne, niebieskie paski, zdobiona zbliżonymi do sanskrytu symbolami, czyli sari, noszone przez kobiety na subkontynencie indyjskim. Sari może występować we wszystkich kolorach, oprócz grantu z bielą, bo to połączenie Matki Teresy jest znakiem towarowym jej zakonu Misjonarek Miłosierdzia.

Symbolika powyższych prac jest dosłowna i daje po oczach jak latarka strażacka, ale inne wymagają finezji sapera. Wszystkie chusty bezwstydnie epatują ornamentami jak podstarzała diwa i można świetnie się bawić, szukając tropów i dawnych, i bardziej współczesnych, kojarzonych z określonymi domami modami (np. Louis Vuitton czy Hermès) lub tradycyjnymi modowymi wzorami (klasyczne chusty Gucci albo Versace).  

Malarstwo iluzjonistyczne jest jak romans: same kłamstwa, iluzje i złudzenia

Z kolei obraz „Chustę z motywem ryb”, czyli przenikające się i połączone ze sobą niczym Yin Yang ryby Koi, jest złudzeniem optycznym w najlepszym wydaniu. Nie dość, że jak wszystkie obrazy Agnieszki Żak „oszukuje” trójwymiarowością i wrażeniem falującej tkaniny, to z tymi rybami jest trochę jak z moimi torebkami: trudno powiedzieć, ile faktycznie ich jest. Na pewno jest jedna niebieska (ryba, nie torebka) i chyba dwie złote, przynajmniej taki otrzymuję wynik, bazując na liczbie ogonów i głów. Natomiast początkowo wydaje się, że na pierwszym planie znajduje się dwugłowy, niebiesko-złoty karp.

malarstwo-iluzjonistyczne-chusta-z-motywem-ryb-agnieszka-zak

Kolejna zagadka wizualna: ile na obrazie jest ryb?

Może to nie jest złudzenie tej miary, co np. w przypadku rysujących się nawzajem „Dłoni” Mauritsa Cornelisa Eschera (1948), jednak patrząc na obraz Żak mózg głupieje i ma problem: artystka tak maluje, żeby oszukać umysł, żeby widział trzy wymiary tam, gdzie normalnie są dwa. W makijażu to się nazywa konturowanie twarzy.

Kontemplacja obrazu „Trzy chusty w okręgu” również grozi szlachetnym nystagmusem. Nie tylko z powodu nagromadzenia kolorów i wzorów, lecz także  – jak w pracy „Chusty w motyw ryb” – z wywołanego złudzenia, że chust jest o wiele więcej, niż sugeruje to tytuł, co nadal brzmi jak liczenie moich torebek.

1 z 2 czerwonych chust, zbliżenie na fragment z kobietami

Bardzo ciekawe są uwielbiane przeze mnie „bliźniacze” obrazy – dwie czerwone chusty, na pierwszy rzut oka będące odbiciami lustrzanymi, ale po chwili widz orientuje się, że są to całkiem różne kompozycje. Te chusty są szalenie ciekawe i inspirujące, Święta Sztalugo, czego tam Agnieszka Żak nie umieściła! Tam jest WSZYSTKO, cała nasza kultura, kobiety prezentujące różne role społeczne (można dopatrzeć się m. in. pielęgniarki, biznesmenki, gospodyni domowej), lew Versus Versace oraz klasyczne ornamenty, czyli najbardziej rozpoznawalne, uniwersalne „apaszkowe” wzory.  

Torebka i postkolonializm, czyli jak świat podrabia czyste sumienie

Ale crème de la crème, czy raczej: châle de le châle, to okrągły różowy obraz, zatytułowany po prostu: „Chusta mapa – okrągła”. Faktycznie jest to mapa świata, na której granice chust są zarazem granicami poszczególnych kontynentów. Jednak podział ten jest umowny, ponieważ cały świat – i ziemia, i woda – jest dosłownie „zalany” logotypami przypominającymi wzór Monogram Canvas LV. Albo jeszcze inaczej: chociaż poszczególne grupy społeczne czy „kontynenty” są od siebie oddzielone, łączy je jedno: logo Louis Vuitton.

Obraz może symbolizować konsumpcyjność, pazerność i płytkość naszego świata, niewiedzącego nic poza sferą materialną, w którym najbardziej cenioną wartością jest obrandowanie się od góry do dołu i świecenie niczym latarnia morska wyłącznie logotypami, niepołączonymi z niemodnym intelektem (interpretacja pesymistyczna).
Ale może też symbolizować fakt, że chociaż jesteśmy tak rożni, to jednak w pewien sposób podobni i cały współczesny świat łączy ten sam kod kulturowy (interpretacja optymistyczna).

chusta-w-kulturze-chusta-mapa-okragla

“Chusta mapa – w okręgu”. Uwielbiam interteksty kulturowe, te wszystkie cytaty, plagiaty, nawiązanie i przeróbki

Ta chusta przypomniała mi genialną pracę, którą widziałam w zeszłym roku w Rzymie na wystawie „African Metropolis. Una città immaginaria” („Metropolia afrykańska. Wyimaginowane miasto”), w tak lubianym przeze mnie MAXXI Muzeum Sztuki Współczesnej. Była to gigantyczna fotografia „Le Marchand de Venise”, czyli „Kupiec z Wenecji”. Jej pochodzący z Angoli autor Kiluanji Kia Henda, którego jedna z prac (tryptyk zdjęć „Przedefiniowanie władzy III”) znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, bierze na tapetę ciężar, jakim jest dyskurs postkolonialny i pamięć zbiorowa, ale prezentuje go we współczesnej, dość mocno ironicznej formie (wedle mojego credo życiowego: im bardziej tragicznie, tym bardziej komicznie).

le-marchand-de-venise-kiluanji-kia-henda

Kiluanji Kia Henda, „Le Marchand de Venise”, czyli moje zdjęcie zdjęcia podczas wystawy w MAXXI.

Fotografia prezentowana w MAXXI przedstawia senegalskiego muzyka, który jest współczesnym „kupcem weneckim”, czyli sprzedawcą podrobionych torebek najbardziej rozpoznawalnych marek. Kia Henda wali nas po głowie historią i przypomina, że sorry, ale to miasto zostało zbudowane dzięki takim „kupcom”, czyli dawnym afrykańskim niewolnikom. Jednocześnie kolorowa, pasiasta szata sprzedawcy z jednej strony w swoim bogactwie przypomina Szekspirowskiego kupca, a z drugiej nawiązuje do afrykańskiego stroju ciemnoskórego mężczyzny z „Wieczerzy w Emaus” (1506 roku) Marca Marzialego, brazu znajdującej się w kolekcji Gallerie dell’Accademia – niespodzianka! – w Wenecji.

Chusty i apaszki: od ulicznika do lwa salonowego

Co to jest apaszka, każdy wie: złożona w trójkąt chusta, ale jako odmianę apaszki uznaje się również fular czy gawroszkę. Chociaż obecnie fular utożsamiany jest z miękką chustką noszoną przez mężczyzn pod szyją, w rzeczywistości jest to jedwabny czy półjedwabny materiał, z którego dawniej szyto m. in. suknie. Pradziadkiem krawata noszonym jeszcze przed fularem, czyli w XVIII i XIX wieku, był halsztuk: trójkątna biała lub kolorowa chusta, widoczna np. na portrecie Tadeusza Kościuszki Józefa Grassiego (1792).

Z kolei gawroszka, najczęściej ręcznie malowana, swoją nazwę wzięła od Gavroche’a, „ulicznika literackiego” z „Nędzników” Victora Hugo (1900). Geneza apaszki jest równie mało elegancka – w drugiej połowie XIX wieku nosili ją paryscy robotnicy, a sama nazwa pochodzi od elementu kreacji apasza, czyli… bandyty. Definicję apasza – poza Leopoldem Tyrmandem w „Złym” – najlepiej wyśpiewał Stanisław Grzesiuk w „Synu ulicy” („Syn ulicy, przeklęty apasz, zbój, który od najmłodszych lat postrach siał, rabował, kradł”).

Mimo apasza apaszka już wcześniej, bo w międzywojniu, stała się najpierw dodatkiem do kobiecego stroju sportowego, a dopiero gdy Hermès w 1937 roku, sto lat po powstaniu samej marki, wyprodukował swój pierwszy model, z miejsca awansowała do luksusowego elementu stroju do jazdy samochodem. I od tego pomysłu Robert Dumasa (zięć wnuka dziadka-założyciela Thierry’ego Hermèsa) kawałek jedwabiu przestał być zwykłym kawałkiem jedwabiu, a stał się ikoną oraz – dzięki Grece Kelly, Audrey Hepburn czy Brigitte Bardot – mitem kulturowym.

Niedawno doświadczyłam kolejnego w moim życiu dysonansu poznawczego, ponieważ dowiedziałam się, że w sezonie wiosna/lato 2019 chusta zawiązana pod brodą w stylu lat. 50 to „chustka babushka” (pisownia oryginalna, Poglish welcome to). Ni to rosyjska babuszka, ni to Kate Bush – oto kolejny z powodów, dlaczego wolę „Czarodziejską Górę” od prasy kobiecej.

Nazywanie klasyki Hollywood chustką babuszki wydało mi się o tyle śmieszne, że już w 2014 roku w Gdańsku, w ramach spółorganizowanego przez Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia Festiwalu Wilno, w Galerii Miejskiej był wernisaż wystawy litewskiej artystki Egle Ridikaite „Dziedzictwo. Babcina chusta”. Szach-mach, insta-babuszki!

W tym roku sztuka łączy się z modą w jeszcze inny sposób: Jan Bajtlik, polski plakacista i ilustrator, zaprojektował dla Hermèsa dostępną w kilku wariantach kolorystycznych surrealistyczno-bajkowo-zwierzęcą chustę „Animapolis” z elementami Warszawy (Pałac Kultury), Moskwy (Kreml), a nawet Paryża (sklep Hermèsa). A teraz – kolekcja jesień / zima 2019 – nie mniej piękną chustę “2 “Cosmographia Universalis”, na podstawie drzeworytów z XVI-wiecznej księgi kosmografa Sebastian Münstera.

chusta-w-kulturze-hermes-jan-bajtlik-animapolis

Całkowicie moja chusta z serii “Animapolis”. Wersja kolorystyczna: fuksja, żółty, jasnozielony

Zombie w malarstwie: ożywiona martwa natura

W malarstwie wierne odzwierciedlenie tkaniny, niezależnie czy chust, draperii, zasłon bądź – typowych zwłaszcza dla martwych natur – obrusów, jest wyzwaniem wielkim jak bagażnik w Range Roverze.

Co to jest martwa natura każdy wie: nic, co nie jest żywe (już albo nigdy nie było). Po karierze w antyku jako motyw dekoracyjny, w średniowieczu i renesansie martwa natura została wstydliwie upchnięta na strychu sztuki i sięgano po nią jedynie kontekstowo: konkretne obiekty pełniły funkcję użytkową i jako rekwizyty wnosiły symboliczne i metaforyczne znaczenie do obrazów, ich drugie, trzecie i czwarte dno. Przez kilka wieków martwa natura leżała odłogiem jak dawno niemodna sukienka i „odkryto” ją ponownie dopiero w Niderlandach na przełomie XVI/XVII. To dopiero prawdziwy vintage.

Sam termin, w holenderskim oryginale „stilleven” („nieruchome życie”), pojawił się dopiero w drugiej połowie XVII wieku. W niemieckim („Stillleben”) i w angielskim („still live”) oznacza to samo, dopiero Francuzi popłynęli z kreatywnością jak z bourdaux i ich wersja, czyli „nature morte”, na fali ówczesnego polskiego zachwytu makaronizmami, osiadła w naszym języku. Wolałabym „nieruchome życie” niż „martwą naturę”, ale ludzi w Baroku mało by interesowało moje zdanie. Jesteśmy w całkiem doborowym towarzystwie, jeśli chodzi o lingwistyczne zabicie nieruchomego życia, bo wyrażenie „martwa natura” funkcjonuje też w języku rosyjskim, chorwackim, litewskim, włoskim, greckim czy tureckim.

Reanimacja martwej natury, podejście drugie

Dopiero w XVII wieku martwa natura przestała być elementem innych dzieł sztuki, a ukonstytuowała się jako niezależna kompozycja. Tym samym artyści tworzący przed końcówką XVII wieku nawet nie wiedzieli, że malują martwą naturę. Takie życie.

martwa-natura-z-kuropatwa-i-zelaznymi-rekawiczkami-jacopo-de-barbari

Jacopo de’ Barbari, Jacopo de’ Barbari, „Martwa natura z kuropatwą i żelaznymi rękawiczkami”

Pochodzący z 1504 roku obraz autorstwa Jacopa de Barbariego „Martwa natura z kuropatwą i żelaznymi rękawiczkami” (szałowe były te tytuły, brzmiały jak nazwy futurystycznych poematów) podaje się jako pierwszy przykład martwej natury potraktowanej jako samodzielny temat. Co oczywiście też jest naciągane jak obietnice wyborcze polityków, bo zalążki martwej natury pojawiły się już 10 lat wcześniej w „Dwóch damach weneckich” (o wyjątkowo przyciężkawym wzroku), obrazie innego Włocha – Vittore’a Carpaccio (bardzo medialne nazwisko dla autora prawie pierwszej oficjalnej martwej natury).

Oczywiście za czasów Barbariego nie było jeszcze terminu „martwa natura”, zachwycano się tym obrazem jako pierwszym od starożytności przykładem trompe l’oeil, czyli malarstwa iluzjonistycznego. Po Barbarim temat stał się chodliwy i wielu innych włoskich artystów tworzyło już – choć nadal o tym nie wiedząc – martwe natury, jak na przykład Caravaggio.

Jego „Kosz z owocami” (1596) podaje się jako przykład czystej, maksymalnie naturalistycznie oddanej martwej natury. Pamiętam, że gdy oglądałam go w Pinakotece w Mediolanie, myślałam o tym, że po wizycie w Galerii Borghese w Rzymie wiem, że Caravaggio już wcześniej miał słabość do koszy owoców, co widać na obrazie o jakże oczywistym tytule „Chłopiec z koszem owoców” (1593), bo do samych owoców to i w „Chorym Bachusie” z tego samego roku. Każdy ma swoje zboczenia.

martwa-natura-kosz-z-owocami-caravaggio

Caravaggio, “Kosz z owocami”

Przed Caravaggiem – poza Niderlandami – uważano, że malowanie martwej natury to obciach, poważny artysta maluje tematykę historyczną, religijną, portrety ówczesnych VIP-ów, a nie jakieś tam owocki, które i tak zgniją, bo w końcu vanitas vanitatum.

W XVII wieku martwe natury zaczęto malować bez sumitowania się, że nie wypada, a dwa wieki później, tym razem Paul Cézanne ponownie „odkrył” ten temat. Mówiąc w skrócie: ożywił martwą naturę, ale po swojemu. Wzgardził wiernym oddaniem, przeterminowaną renesansową, statyczną perspektywą oraz zaczął bawić się kontrastami faktur, fałdami tkanin zestawionymi z okrągłością owoców i tak dalej, przygotowując jak ratrak szlaki dla kubistów.

https://wernisazeria.com/wp-content/uploads/2019/10/martwa-natura-z-kompotem-i-szklanka-picasso

Pablo Picasso, “Martwa natura z kompotem i szklanką”

Już Józef Pankiewicz w „Martwej naturze z nożem” (1909) inspirował się uproszczeniem i lekką bryłowatością obłości Cézanne’a, ale w tej swojej „awangardzie” był bardzo klasyczny. Porównajcie to z „Martwą naturą z kompotem i szklanką” Pabla Picassa (1914/1915) i spróbujcie znaleźć na tym obrazie obrus. Już nie tak prosto, co?

 Nie do końca martwa natura, czyli sztuka, która żyje i oddycha

Rozpisałam się o martwych naturach, bo one najpełniej muszą oddać wrażenie trójwymiarowości czy – w przypadku owoców – wręcz „kulistości”.  Obrazy Agnieszki Żak są nie tylko trójwymiarowe, one wręcz falują, pulsują, żyją własnym życiem. W jej przypadku należałoby mówić o „żywej” materii, „żywych” obrazach; masz wrażenie, że gdy podejdziesz wystraczająco szybko i blisko, zdążysz usłyszeć szelest opadającego materiału.

Trudno pisać o przestrzennych pracach Żak, bo one mniej opowiadają, a bardziej oddziałują.  Na nie trzeba patrzeć, a nie o nich myśleć; je trzeba wchłaniać, a nie rozumieć. Mając przed oczami chustę Hermèsa nie myśli się o jej wadze (choć ta jest powszechnie znana), a jedynie rozkoszuje się dotykiem, lekkością i pięknem. Obrazy Agnieszki Żak oślepiają kolorami, fakturami, symbolami, patrząc na nie, miałam ochotę kręcić się dookoła własnej osi jak instagramerka przed lustrem i w takim szaleńczo-zmysłowym wirze pozwolić im wszystkim przed moimi oczami złączyć się w jedną wielką, kolorową, pulsującą własnym tętnem smugę.

Wernisazeria-i-wernisaż-wystawy-agnieszki-zak-chusta-i-ornament-a-kultura-i-tradycja-galeria-sztuki-wystawa

Ja na tle mojego ulubionego obrazu. Nie chcę nic sugerować, ale naprawdę do siebie pasujemy…

***

Tego dnia źle się czułam i nie mogłam spędzić w galerii tyle czasu, ile bym chciała.  Na miejscu było mało znajomych, ponieważ zjawiłam się późno, więc większość z nich poleciała już na kolejne wernisaże.

Sama Galeria Sztuki Wystawa nie jest za duża, ale doskonale doświetlona i ma na podłodze uroczą szachownicę. W środku niepodzielnie panował szalony wiatrak, który nie dość, że mi prawie przewiał zatoki, to nieomalże udało mu się je wywiać na pobliski Plac Inwalidów.

wernisaż-wystawy-agnieszki-zak-chusta-i-ornament-a-kultura-i-tradycja-galeria-sztuki-wystawa

Mimo nasilonej tego dnia mojej fobii społecznej inni goście dopisali.

Ponieważ aktualnie nadal nie mogę pić wina i cierpię, maniakalnie zwracam uwagę na to, co galerie serwują jako napoje uszkodzone, tj. bezalkoholowe. Większość pozbawioną nawet listka mięty czy plasterka cytryny (!!) wodę albo rozpuszczony cukier o smaku owocowym, czyli tzw. napój sokopodobny.

Koszmar, nikt nie myśli o gościach, którzy nie piją alkoholu. Halo, Galerzyści, apeluję o wprowadzenie porządnych i smacznych softów!
Tym razem raczyłam się wodą (z wodą), ale przynajmniej ciekawie serwowaną: były to najweselsze kubki na świecie – w kolorowe kropeczki, to chyba na osłodę mojej niedoli.

Na pewno chętnie przyjdę do Galerii Sztuki Wystawa na kolejną wystawę, ale pod warunkiem, że wiatrak będzie skazany na banicję.

Zobacz też

Napisz komentarz

Wernisażeria, oprócz wernisaży i wina, potrzebuje ciasteczek. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciasteczkom. Zgadzam się Więcej