Strona główna Felietony wernisażowe Muzea, galerie, ambasady – różne obiegi sztuki

Muzea, galerie, ambasady – różne obiegi sztuki

Wernisażeria
0 komentarz
obiegi-w-sztuce-denys-molerio-muzeum-biegasa

Muzea, ambasady, galerie i pop-up galerie. Różne obiegi sztuki.

Wernisaż wystawy Denysa Moleria „The Theory of Purity”, Muzeum im. Bolesława Biegasa w Warszawie.

Pierwszy post na blogu Wernisażeria już za nami, ale to nie koniec „pierwszych razów”! W poniedziałek pierwszy raz widziałam prace Denysa Moleria, pierwszy raz byłam też w pełnych światła salach Muzeum Bolesława Biegasa i jestem oczarowana tą przestrzenią! Żywym dowodem na to, że w Warszawie są różne obiegi sztuki. Muzea, galerie, ambasady i pop-up galerie – każde miejsce rządzi się swoimi prawami i organizowane w nich wernisaże różnią się od siebie jak dolcetto od barolo.

Sama przestrzeń Muzeum im. Bolesława Biegasa to prawdziwa perełka! Nieczęsto w samym Centrum Warszawy można znaleźć galerię, znajdującą się w zachowanej kamienicy i czarującą wielkimi oknami. Muzeum mieści się na parterze, tu też organizowane są wernisaże, a także na poziomie -1, w którym znajdowała się “szatnia” ze zdecydowanie niewystarczającą liczbą wieszaków.

Muzeum im. Bolesława Biegasa jest zarazem siedzibą Fundacji im. Bolesława Biegasa w Polsce. Jeśli wiecie, kim jest pan BB,  to możecie pominąć poniższy fragment i przeskoczyć od razu do opisu wystawy Moleria. Jeśli nie – to koniecznie czytajcie dalej, bo Bolesław Biegas, właściwie Bolesław Biegalski (1877-1954), to mało znany w Polsce rzeźbiarz, a także malarz i dramatopisarz, którego życie jest gotowym tematem na film (a ja mam już napisany scenariusz, proszę się do mnie zgłaszać!!).

Bolesław Biegas, zawód: rzeźbiarz-celebryta

Bolesław Biegas urodził się w biednej, chłopskiej rodzinie, ale miał w życiu dwa talenty: talent rzeźbiarski i talent do przyciągania odpowiednich ludzi. Dzięki staraniom TEGO Aleksandra Świętochowskiego, autora „Pracy u podstaw”, Biegas jako żywy przykład pozytywistycznej misji edukowania najuboższych trafił do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, później brał udział w X Wystawie Wiedeńskiej, dzięki stypendium Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie wyjechał do Paryża i dalej już poszło – pokazywał swoje obrazy w ramach Narodowego Stowarzyszenie Sztuk Pięknych, Salonu Jesiennego czy Salonu Niezależnych. Same hot miejsca!

boleslaw-biegas

Fot: Biegas et la musique, Bibliotheque Polonaise de Paris
 dla Societas Vistulana, październik-grudzień 2006

Na temat jego prac wypowiadał się m. in. Guillaume Apollinaire. Nic  dzrzyjaźnił się ze WSZYSTKIMI LICZĄCYMI SIĘ OSOBAMI (nie można tego napisać bez Caps Locka), m. in. z Olgą Boznańską, której obrazy bardzo lubię i cieszę się, że mogłam obejrzeć je podczas zjawiskowej wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie w 2015 roku.

Życie Biegasa to liczne zwroty akcji, symbolizm, dekadencja, Paryż, same vipy przełomu wieku, czyli wszystko to, co uwielbiamy w sztuce. Jego osobisty fin de siècle miał miejsce w międzywojniu i od tej pory jako artysta stawał się coraz bardziej zapomniany. Poczytajcie sobie o nim, bo to fascynująca postać! I to nie tylko w kontekście symbolizmu czy secesji! Swoją „Księga życia”, którą można  było oglądać w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku w 2015 roku, wyprzedził Xawerego Dunikowskiego, a pracami takimi jak „Pałace zaczarowane” czy „Miłość śmierci” – późniejsze o dwie dekady pomysły surrealistów. Taki był z niego gagatek.

Malarstwo Denysa Moleria: portret zimny jak twoja Eks

Muzeum im. Bolesława Biegasa, oprócz tego, że znajduje się w nim największa na świecie ekspozycja malarstwa i rzeźby tego artysty, organizowane są wystawy innych twórców. I jedną z nich jest „The Theory of Purity” Denysa Moleria. Ten kubański malarz ukończył Akademię Sztuk Pięknych San Alejandro w – niespodzianka! – Hawanie. Oprócz malarstwa zajmuje się również wizualizacjami, a w swoich pracach uwielbia podejmować tematykę społeczną. Kolejny pozytywista.

 

denys-molerio-obiegi-w-sztuce

A co to za czarne kropeczki na  “The Orbit of Being”? Jeszcze do nich wrócimy…

Nie jest to pierwsza wystawa Moleria w Warszawie, ale na wcześniejszą, „Morphogram” w Galerii Delfiny w 2015 roku, nie udało mi się dotrzeć. Nic nie straciłam, ponieważ porównując obie wystawy, widać, że pod względem warsztatu artysta się rozwinął, chociaż kontynuuje tematykę portretu i wpływu otoczenia na kształtowanie jednostki. W „The Theory of Purity” bierze na tapetę mniej lub bardziej świadome przyjmowanie różnych masek. To relacje z innymi ludźmi (znów to paskudne otoczenie! powinniśmy wszyscy zostać pustelnikami, tylko co by się wtedy stało z psychoterapeutami, coachami, liderami i mentorami?) sprawiają, że w opowieści pod tytułem „Moje życie” gramy określone role społeczne.

Mniej więcej 60 lat temu Erving Goffman pisał o tym w książce „Człowiek w teatrze życia codziennego”, temat więc jest oklepany jak plecy po masażu pałeczkami bambusowymi. A chyba najlepszym przykładem malarstwa, które bawiło się przypisywaniem określonych ról, reżyserowaniem swoich modeli, były obrazy żyjącego w XVII wieku Willema Cornelisza Duystera, o czym trąbił już Zbigniew Herbert.

Kiedy patrzysz na obraz, obraz patrzy na ciebie

Na pierwszy rzut – nomen omen – oka wydaje się, że na wystawie Moleria są warianty portretów jednej osoby. Obrazy przedstawiają różne osoby, mające kilka cech wspólnych: albinoski typ urody, alabastrowo-błękitną cerę i jasno-srebrzyste włosy z niebieskich połyskiem (o ile je mają). Właśnie po tak szczegółowym opisie widać, że Wernisażeria jest kobietą, nie ma mowy, żebym napisała: jasna cera i perłowe włosy. Poza tym, jak głosi staro-krytyczno-sztuczne porzekadło: skomplikowanie opisu dzieł sztuki jest sprawą bardzo prostą.

obiegi-w-sztuce-boleslaw-biegas

Denys Molerio, “Coalition”.
Koalicja prawie jak u nas w polityce

Albinoski mają intensywne, turkusowe oczy, które hipnotyzują i łapią widza jak grypa w listopadzie. Kiedy kontakt wzrokowy jest już nawiązany, obraz (bo w przypadku malarstwa Moleria mam wrażenie, że w relacji obraz – widz to obraz ma wpływ na tempo tej relacji) pozwala zacząć dostrzegać coś więcej.  Kiedy patrzysz na obraz, obraz patrzy na ciebie.

Dlatego mimo delikatnych barw, głównie rozbielonych szarości, błękitów, zgaszonego różu, prace Moleria wywołują wstrząsające wrażenie. Przykuwają spojrzenie i pytają, gdzie kończą się inni, a zaczynamy my? Czy też inaczej: ile innych jest w nas? Postacie przenikają się wzajemnie, wkładają sobie ręce pod skórę; przytulają się, jednocześnie odpychając, niby pozują razem do portretu, ale zasłaniają drugą osobę – prawie jak na selfie z większość gal w Warszawie. Postacie przebywają w tym samym otoczeniu, więc łączą je różnorakie relacje, z których trudno się wyzwolić.

Mucha siada

Obrazy Moleria są bardzo zimne w odbiorze. Bije od nich nienaturalny chłód emocjonalny, wzmocniony przez sztuczne pozy przybierane przez postacie. W niczym nie przypominają pełnych wewnętrznego skupienia i całkowitej obojętności na świat zewnętrzny bohaterów portretów z cyklu „Kobiety w chustach mężczyźni w hełmach” Izy Staręgi, które można było oglądać w zeszłym roku na wernisażu w Galerii i Domu Aukcyjnym Xanadu.

Jednak nawet podczas kreowania idealnego (auto)portretu u Moleria nie da się uchronić przed wszędobylskimi muchami, które sprofanują ten w zamyśle nieskazitelny obraz. Mucha nie pyta, czy wypada, mucha siada, ma tak od 200 milionów lat, więc dyskutuj z nią. I to nawet nie jedna, ale setki, dziesiątki tych brzęczydeł. Z kolei inny portret, wyróżniający się okrągłą formą, wygląda, jakby był upstrzony… odchodami much!

obiegi-w-sztuce-denys-molerio-biegas

Muchy, wszędzie muchy!
Obraz podpisany “Konwledge-less” przetłumaczony jako Nieświadomość….*

A na jeszcze innym obrazie, chyba moim ulubionym, na idealnym wizerunku widnieją – dosłownie i metaforycznie – liczne pęknięcia! Portrety Moleria dlatego są tak frapujące, że choć w założeniu miały być nieskazitelne, oczyszczone ze wszystkich niedociągnięć, w ostatecznym rozrachunku i tak okazują się niedoskonałe!

I tu dochodzimy do tytułu wystawy: nie mam pojęcia, kto wymyślił polską nazwę wystawy – „Teoria nieskazitelności” – jako odpowiednik oryginalnego „The Theory of Purity”. Polska wersja gubi element czystości i niewinności zawarty w angielskim tytule, a podkreśla jedynie dążenie do doskonałości rozumianej jako brak wad. Rozumiem, że być może nazwa „Teoria czystości” brzmi mniej marketingowo, a bardziej kaznodziejsko, jednak moje translatorsko-lingwistyczne serce cierpi, gdy widzi takie kwiatki bliskie Polskiej Szkole Tłumaczeń Tytułów Filmów.

obiegi-w-sztuce-denys-molerio

Pęknięcia na wizerunku “Golden Soul”

Galerie sztuki w Warszawie: różne obiegi sztuki

Jeśli chodzi o towarzystwo, to byłam mile zaskoczona. Według mnie w Warszawie, jeśli chodzi o wernisaże, istnieje kilka obiegów sztuki, niemających nic wspólnego z faktycznym, wewnętrznym podziałem poszczególnych galerii, ich osiągnięciami, aspiracjami, animozjami, rankingami i tak dalej. Na podstawie własnych odczuć (bo niby czyich), obserwacji i doświadczeń wyróżniam trzy obiegi sztuki, jak zwykle nie namaszczając żadnego, bo każdy daje nam tę samą, przeważną rzecz: możliwość obcowania ze sztuką.

To jedziemy z tymi różnymi obiegami.

Obieg najwyższy, inaczej zwany przeze mnie państwowym (Zachęta, MSN, CSW), obieg galeryjno-weekendowy (większość warszawskich galerii, szczególnie te biorące udział w Warsaw Gallery Weekend / Warsaw by Art / Warsaw Off Art) oraz obieg galeryjno-biznesowy.

Jeśli chodzi o drugi obieg, to jasne, że Warsaw Gallery Weekend, grupa weteranów wrześniowych imprez, prekursorów rodzimego trzydniowego święta sztuki, jest czyś innym niż galerie, mające coś wspólnego z organizowanym od 2017 roku wydarzeniem Warsaw by Art (czy raczej miały, bo jak wiadomo z przyczyn, które wszyscy znają, coraz mniej galerii chce być kojarzonych z tą drugą imprezą).

W ramach obiegu galeryjno-weekendowego jest jeszcze trzecia grupa: artyści związani z – a jakżeby inaczej – trzecią wrześniową imprezą, czyli organizowanym od 2018 roku Warsaw Off Art, polegającym na idei „otwartych pracowni”.

Jest jeszcze trzeci obieg, który nie bawi się w żadne cykliczne wrześniowe pomysły, czyli właśnie – jak ja to mówię – obieg  galeryjno-biznesowy – do którego zaliczam m. in. Muzeum im. Bolesława Biegasa.

Przeglądam w pamięci liczne wernisaże, na których byłam w różnych ambasadach (w tym w tak lubianej przeze mnie Ambasadzie Niemiec czy Ambasadzie Republiki Litewskiej) i jeśli miałabym na siłę umieścić je w którymś obiegu sztuki, to chyba najbardziej właśnie w tym trzecim. Tym bardziej, że często osoby, z którymi spotykam się na wernisażach w obiegu galeryjno-biznesowym, widzę potem na wernisażach w ambasadach. I w drugą stronę: często wernisaże organizowane w galeriach trzeciego obiegu są objęte patronatem ambasad. Oczywiście, że to nie żadna reguła, bo w życiu w ogóle nie istnieją reguły. No może poza dwoma sytuacjami: że nie można używać ciemnej konturówki do jaśniejszej szminki oraz że “o” z kreską pisze się w wyrazach,  w których kiedyś był iloczas. Fakty.

Naturalnie, że chodzę zawsze tam, gdzie jest jakiś ciekawy wernisaż i nie zastanawiam się, do którego obiegu należy dana galeria, mam ciekawsze myśli. Jednak w praniu wygląda to tak, że na wernisażach pierwsze dwa obiegi często się mieszają, jednak jeśli chodzi o gości ostatni obieg przeważnie jest dość hermetyczny. Tak było i tym razem.

***

boleslaw-biegas-obiegi-w-sztuce

Na wernisażu było dużo znajomych twarzy. Albo pleców

Podczas wernisażu spotkałam parę znajomych osób,  sporo rzeźbiarzy, a także właścicieli innych galerii właśnie z tego trzeciego obiegu, m. in. ze Stolarska/Krupowicz Gallery. Muzeum im. Bolesława Biegasa do pewnego momentu organizowało zamknięte wernisaże, co mi bardzo odpowiada i płakałam szczerymi łzami, gdy przerzucili się na publiczne wydarzenia na fejsie. Szkoda, bo szansa, że na wernisażu nie będzie „nurków” przepadła. Może powrócą do zaproszeń.

Ważne jest jednak to, co mi się jeszcze bardzo podobało: doskonałe oświetlenie. W końcu byłam zadowolona, bo przy tak delikatnych w kolorystyce obrazach, jak Moleria, całość musi być rzęsiście oświetlona, inaczej subtelne błękity mogą wyglądać jak bure sprane majtasy.

Na wernisażu serwowano doskonałe białe wina oraz wodę Perlage, jednego z partnerów wystawy, objętej patronatem honorowym Ambasady Kuby w Polsce. Całość wernisażu przebiegała w eleganckiej atmosferze, a efekt ten wzmacniali kursujący z tackami kelnerzy. Uwielbiam, kiedy galeria dba o to, żeby goście nerwowo nie rozglądali się za kolejną lampką wina, tylko podsuwa im trunek pod nos.

Ostatnio mam szczęście do wernisaży, na których jest muzyka na żywo – tym razem pięknie grał saksofonista o nieznanym mi nazwisku. Jedyny minus, który psuł mi doznania wizualne, to dyndające z postumentu kable – myślę, że można było to schludniej i estetyczniej zaaranżować tak, żeby całość nie przywodziła na myśl grajka stojącego przy Nowym Świecie. Tak czy inaczej miejscem jestem zachwycona i z przyjemnością dałam się zaprosić na “Digitalism” Petrusa Wandreya, kolejny wernisaż w Muzeum im. Bolesława Biegasa. Raz, że wspieram wszystkie trzy różne obiegi sztuki w Warszawie, a dwa, że po prostu polubiłam to miejsce!

wernisazeria-obiegi-w-sztuce-biegas

Ja z mopem na głowie oraz artysta Paweł Wocial na tle obrazu Denysa Moleria. Nie mam pojęcie, dlaczego zdjęcie wyszło takie prześwietlone.

 

* Aj, te tytuły…. obraz podpisany “Konwledge-less” przetłumaczony jako “Nieświadomość”, czyli “unconciousness”.

 Nawet to jeśli literówka, to i tak “Knowledge-less” oznacza bardziej ignorancję /niedouczenie niż nieświadomość, która to w polskim odpowiada właśnie angielskiemu wyrazowi unconciousness

Zobacz też

Napisz komentarz

Wernisażeria, oprócz wernisaży i wina, potrzebuje ciasteczek. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciasteczkom. Zgadzam się Więcej